Franz Joseph Glacier, czyli lodowiec i pierwszy szabat.

Facebookpinterestinstagramlodowiec franz jozeph glacier, nowa zelandia

Po baaardzo dobrze przespanej nocy w Graymouth niespiesznie wywleklimy się ze śpiworów. Jeszcze tylko stały punkt programu: sklep, i-site – dla ulotek, biblioteka – dla internetu za free.

W większości nowozelandzkich bibliotek internet na bibliotecznych komputerach jest za darmo, w większych miejscowościach, gdzie jest nawał cwanych turystów pobierana jest opłata. Natomiast wi-fi jest zawsze za darmo.

No i ruszylimy w kierunku Franz Joseph Glacier.

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, dolina

Obierając wschodnie wybrzeże droga wije się między dwoma lodowcami. Jeden to już wspomniany Franz Joseph a drugi to Fox Glacier.

Droga była jak zawsze malownicza… przyjemna nuda 😛

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, kiwi

Jest piątek, więc moje towarzystwo wybiera hostel (przeciętna cena backpackers 20-30$ NZ). Część towarzystwa jest ortodoksyjnymi żydami i piątek oznacza SZABAT 🙂 Wybierając się w podróż do Nowej Zelandii ostatnie co mogłabym sobie wyobrazić to obchodzenie szabatu… życie zaskakuje. W sumie gdybym się przygotowała merytorycznie do wyjazdu, to bym wiedziała, że mnóstwo młodych Izraelczyków, tóż po odbyciu 2-letniej służby wojskowej, udaje się w podróż. I z moich obserwacji wyszło, że 40% turystów to Niemcy, 30% Izraelczycy, 20% Azjaci, …. 0,001% Polacy 🙂

Wracając do podróży. Mamy piątek, mamy kupę jedzenia, zacumowaliśmy w hostelu… przystępujemy do przygotowywania szabatu. Jedyne czego trzeba przestrzegać to koszerność. Używamy tylko naszych naczyń, nie gotujemy produktów zwierzęcych. Reszta idzie jak z płatka. Moi kompani znają się na jedzeniu. Mi pozostaje tylko patrzeć, uczyć się… i pozmywać na koniec 🙂

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, szabat, szakszuka

Gdy zapada ciemność zaczyna się szabat… i wielkie obrzarstwo 🙂 Szakszuka (danie z pomidorów i jajek), tahini (pardon, trina – sos sezamowy), warzywa i klu wieczoru cisto oreo… tak, upielki w hostelu ciasto 🙂 Co mogę powiedzieć? Było smacznie, aż za bardzo. Do łóżka doturlałam się 🙂

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia

Następny dzień to kontynuacja szabatu, więc dla niektórych nie ma elektryczności, długich wędrówek, wysiłku fizycznego, gotowania.

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, slak line

Więc dla wszystkich jest błogie lenistwo :) Rozciągneliśmy slackline między drzewami i pobawiliśmy się trochę na linie.

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, zachód słońca

Późnym wieczorem wyłamałam się poszłam pod lodowiec. Widoki… niczego sobie, plus mały bonus z zachodem słońca 🙂 Szlak pod lodowiec wije się między wielkimi drzewami – paprociami, wszędzie jest mnóstwo mchu… jest klimat polodowcowy 🙂

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, paprocie, szlak

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, paproć

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, mech

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, zachód słońca

franz joseph glacier, lodowiec nowa zelandia, księżyc
Tak wyglądał koniec dnia i mojego pierwszego szabatu 🙂

 

Facebookpinterestinstagram