Bliżej mi nieznany serwis Futbolnet informuje, że Legia znów zagięła parol na Nikitę Andrejewa. Pamiętacie? To ten Romario z ligi estońskiej, były napastnik rosyjskiej młodzieżówki. Mirosław Trzeciak ściągnął go na wypad do Niemiec pod koniec lutego i po kilku dniach i jednym sparringu kazał mu się zmywać. Teraz, jak pisze Futbolnet, w Warszawie liczą na to, że chłopak zapomniał, że potraktowano go jak parobka. Ja bym się nie napalał, jeśli gość jest pamiętliwy, to raczej tu nie wróci. Mówi Jacek Magiera:

“Zimą bralibyśmy go nieco w ciemno, a na to nasz klub nie może sobie pozwolić. Na decyzję mieliśmy 5-10 minut (…) Co innego teraz. Już sam fakt, że go nadal pilnie obserwujemy, świadczy, iż nie zrezygnowaliśmy z jego usług. Jeżeli podtrzyma dobrą dyspozycję, na pewno wrócimy do tego tematu”.

Nasz klub nie może sobie pozwolić na branie kolesi w ciemno? Poważnie? Czyli jednak Mikel Arruabarrena był wnikliwie obserwowany, a Krzysztof Ostrowski zacznie grać w piłkę? Uff, grunt to dobrze wiedzieć erotyczne porady.

Co do samego Nikity Andriejewa: chcielibyście go? Ja oddałbym wiele za to, żeby do klubu przyszedł ktokolwiek z udokumentowaną historią strzelania goli. Obojętnie, czy z ligi estońskiej, albańskiej, czy mandżurskiej. Ktokolwiek.