Dlaczego właśnie muzea w Nowej Zelandii mówią o kolonializmie bez uproszczeń
Nowa Zelandia jest jednym z nielicznych państw, w których spór o kolonializm nie toczy się tylko w podręcznikach akademickich. Wiąże się z konkretnymi roszczeniami ziemskimi, językiem używanym na co dzień, nazwami ulic i miast, a nawet z tym, jak wygląda parlament. Muzea stały się tu jednym z głównych pól, na których kolonialna przeszłość jest rozbierana na czynniki pierwsze. Nie przez jedną dominującą narrację, ale przez zderzanie perspektyw: maoryskiej, europejskiej, pasifika i azjatyckiej.
To właśnie w muzeach w NZ można zobaczyć, jak wygląda dekolonizacja pamięci w praktyce. Nie tylko poprzez nowe opisy wystaw, lecz także przez to, kto opowiada historię, w jakim języku, z jakiego punktu widzenia. Zamiast pocztówkowego obrazu „Kolumbów Południowego Pacyfiku” pojawia się trudny temat grabieży ziemi, rasistowskich ustaw, misji chrześcijańskich prowadzonych ręka w rękę z władzami kolonialnymi.
Muzea, które naprawdę uczą o kolonializmie bez uproszczeń, łączy kilka cech:
- angażują społeczności maoryskie i pasifika w projektowanie wystaw,
- nie boją się słów takich jak „przemoc”, „rasizm”, „konfiskata”,
- pokazują konkretne sprawy roszczeniowe, nazwiska, miejsca, dokumenty,
- otwarcie mówią o roli państwa, kościołów i biznesu w kolonialnym systemie,
- pozwalają odwiedzającym samodzielnie skonfrontować sprzeczne relacje i źródła.
Przyglądając się konkretnym instytucjom w Aotearoa New Zealand, łatwiej zrozumieć, jak powinna wyglądać uczciwa rozmowa o kolonializmie w muzeum i czego oczekiwać jako świadomy odwiedzający.
Te Papa Tongarewa w Wellington – żywa lekcja złożonej historii
Te Papa jako „kontener skarbów” i „miejsce rozmowy”
Te Papa Tongarewa, narodowe muzeum i galeria sztuki w Wellington, bywa nazywane „kontenerem skarbów” – tak tłumaczy się dosłownie jego nazwę. Dziś coraz częściej mówi się o nim jako o platformie rozmowy o kolonializmie. To nie tylko gmach z eksponatami, lecz instytucja, która otwarcie deklaruje, że jej celem jest pokazywanie Aotearoa „jako kraju po traktacie”, z napięciami i konfliktami, a nie tylko z folklorystyczną warstwą kultury maoryskiej.
Mocnym wyróżnikiem Te Papa jest współzarządzanie z iwi – plemionami maoryskimi. Rada muzeum współpracuje z przedstawicielami Te Āti Awa, Taranaki Whānui i innych iwi. Nie chodzi o symboliczny patronat, lecz realny wpływ na:
- politykę gromadzenia zbiorów (co muzeum może przyjąć, a czego nie),
- interpretację obiektów maoryskich (kto i jak może o nich mówić),
- zasady udostępniania wrażliwych materiałów (np. nagrań z rytuałów).
Dzięki temu opowieść o kolonializmie nie jest wyłącznie akademickim komentarzem białych kuratorów. Na wielu wystawach widać cytaty i głosy współczesnych Maorysów, nierzadko bardzo krytyczne wobec tego, jak państwo przez dziesięciolecia przedstawiało traktat z Waitangi i proces kolonizacji.
Stałe wystawy o traktacie, ziemi i oporze
Kluczowym elementem Te Papa jest sposób, w jaki prezentuje się Te Tiriti o Waitangi (Traktat z Waitangi). Zamiast świętować go jako „założycielski dokument harmonijnej współpracy”, muzeum pokazuje napięcia między wersją maoryską a angielską, a także skutki niewywiązywania się Korony z zobowiązań. Na ekspozycjach dotyczących XIX wieku pojawiają się:
- skany oryginalnych dokumentów,
- mapy pokazujące stopniowe wywłaszczanie ziemi maoryskiej,
- przedstawienia wojen lądowych i kampanii pacyfikacyjnych,
- relacje zarówno kolonialnych urzędników, jak i rangatahi (młodych) z iwi.
W zamiast neutralnych opisów „konfliktów” używa się pojęć takich jak konfiskata, przymus czy militaryzacja. Przy jednej z makiet osady maoryskiej można przeczytać fragment zeznań z Trybunału ds. Traktatu z Waitangi, w którym starszyzna mówi wprost o „systematycznym rozbijaniu struktur społecznych”. Taki dobór źródeł prowadzi odwiedzającego do konfrontacji z faktem, że kolonializm był procesem długotrwałym, a nie pojedynczym wydarzeniem.
„Ko te reo, ko te mana” – język i władza
Te Papa poświęca dużo miejsca językowi te reo Māori jako polu kolonialnej przemocy, ale też odrodzenia. W panelach i instalacjach audio zestawia się:
- szkolne regulaminy zakazujące mówienia po maorysku,
- zdjęcia z internatów i misji, gdzie dzieci karano za te reo,
- współczesne podcasty, hip-hop i slam poetry w te reo Māori.
Na jednej z interaktywnych stacji odwiedzający mogą zagrać w grę opartą na realnych decyzjach politycznych: czy jako urzędnik kolonialny finansować szkoły dwujęzyczne, czy je zamykać; czy tworzyć prawo, które wspiera użycie języka maoryskiego w sądach, czy je blokować. Po każdej decyzji system pokazuje długofalowe skutki społeczne na osi czasu. To bardzo konkretny sposób pokazania, że kolonializm to nie abstrakcyjne hasło, lecz sieć decyzji administracyjnych o realnych konsekwencjach.
Jak najlepiej zwiedzać Te Papa pod kątem kolonializmu
Te Papa jest ogromne, dlatego przychodzi tu wielu turystów, którzy kończą na kilku „pocztówkowych” galeriach. Żeby wydobyć z tego miejsca pełny obraz kolonializmu, dobrze przygotować sobie plan:
- Sprawdzenie na stronie Te Papa aktualnych wystaw związanych z historią, traktatem i iwi.
- Zaplanowanie co najmniej 3–4 godzin na sekcje: historia, traktat, kultura maoryska, oraz czasowe ekspozycje polityczne lub społeczne.
- Wzięcie udziału w prowadzonym oprowadzaniu, najlepiej takim, które wprost dotyczy Traktatu z Waitangi, wojen lądowych albo „kolonialnej przeszłości Wellington”.
- Zadawanie przewodnikom pytań o kontrowersje: spory o repatriację, współpracę z iwi, zmiany w narracji od lat 90.
Osoby, które odwiedzają Te Papa po raz kolejny, często zauważają, że opisy przy wybranych obiektach zmieniły się w ostatnich latach. Zamiast defensywnego języka „nieporozumień kulturowych” pojawia się mocniejsze, polityczne słownictwo, odzwierciedlające postępującą dekolonizację muzeum.
Waitangi Treaty Grounds – muzeum w miejscu narodzin kontraktu
Nie tylko święto, lecz miejsce sporu
Waitangi Treaty Grounds w Bay of Islands to przestrzeń niezwykle symboliczna. Tu podpisano w 1840 r. traktat między przedstawicielami Korony brytyjskiej a wieloma rangatira (wodzami) maoryskimi. Do niedawna dominował tu ton uroczysty: traktat jako początek państwa, wspólne dziedzictwo, ceremonia. Dziś teren ten stanowi jedno z najważniejszych muzeów kolonializmu w NZ, które jasno mówi o:
- różnicach między wersją maoryską a angielską,
- problemach z tłumaczeniem takich pojęć jak „suwerenność” (rangatiratanga vs. kawanatanga),
- późniejszych pogwałceniach postanowień traktatu.
Nowoczesne centrum muzealne w Waitangi jest zaprojektowane tak, by odwiedzający dosłownie przeszli od podpisania dokumentu do jego złamania, oglądając dokumenty, fotografie, nagrania i instalacje multimedialne.
Multimedia, które nie uciekają od trudnych tematów
W interaktywnych salach muzeum pojawiają się sceny negocjacji traktatu pokazane z dwóch perspektyw. Na jednym ekranie widzimy narrację opartą na brytyjskich źródłach – oficjalne raporty, obrazy i listy gubernatora. Na drugim ekranie wyświetlane są ustne tradycje maoryskie, nagrania współczesnych kaumatua (starszyzny), a także interpretacje naukowe oparte na perspektywie iwi.
W jednej z sal znajduje się sekwencja dotycząca Land Wars (NZ Wars), wyświetlana na panoramicznym ekranie. Zamiast neutralnej rekonstrukcji, odwiedzający słyszą w tle cytaty z rozkazów wojskowych, fragmenty pieśni maoryskich oraz głosy współczesnych historyków, którzy nie unikają słowa „inwazja”. Obok ekranu rozmieszczone są stanowiska z dotykowymi ekranami, na których można prześledzić konfiskaty gruntów w poszczególnych regionach kraju.
Znaczącym elementem są instalacje dźwiękowe, w których słychać fragmenty przemówień z protestów na Waitangi Day. Zamiast świętować rocznicę traktatu, wielu Maorysów wykorzystuje ten dzień, aby głośno mówić o niewypełnionych obietnicach. Muzeum nie wygładza tego aspektu, ale wprost włącza go do ekspozycji.
Praktyczne wskazówki dla odwiedzających Waitangi
Żeby wizyta w Waitangi Treaty Grounds nie skończyła się na spacerze po pięknych klifach, warto podejść do tego miejsca jak do żywego archiwum sporu. Pomaga kilka prostych zasad:
- Zarezerwowanie czasu na dwa elementy: wystawę muzealną oraz zwiedzanie terenów z przewodnikiem, który opowiada zarówno o ceremonii podpisania, jak i o późniejszych protestach.
- Zwrócenie uwagi na różnice w języku w opisach: jak nazywane są działania wojskowe, w jaki sposób określani są Maorysi (rebelianci czy obrońcy ziemi).
- Porównywanie narracji przewodników maoryskich i pakeha (białych Nowozelandczyków) – to ćwiczenie świetnie pokazuje, że kolonializm to również walka o słowa.
Dla osób zainteresowanych głębiej tematem kolonializmu Waitangi jest wręcz obowiązkowym punktem, ponieważ łączy materialne miejsce (dom, w którym podpisywano traktat, wyrzeźbione waka – łodzie, teren nad zatoką) z nowoczesnym centrum edukacyjnym, gdzie historię pokazuje się w sposób nieidealizowany.
Auckland War Memorial Museum – wojna, kolonializm i miasto na ziemi iwi
Od „muzeum wojny” do krytycznego spojrzenia na przemoc
Auckland War Memorial Museum powstało jako klasyczne muzeum wojenne, upamiętniające ofiary I wojny światowej. Przez dziesięciolecia główna narracja krążyła wokół bohaterstwa żołnierzy i imperialnych kampanii. Dziś instytucja ta staje się jednym z ciekawszych przykładów muzeum, które przepisuje swoją własną historię i wyciąga na wierzch kolonialne fundamenty miasta Auckland (Tāmaki Makaurau).
W nowych aranżacjach ekspozycji wojennych coraz częściej pojawiają się pytania:
- jak wojny imperium brytyjskiego łączyły się z utrzymywaniem kolonialnego porządku w samej Nowej Zelandii,
- dlaczego Maorysi walczyli w armii Korony, która wcześniej zabierała im ziemie,
- w jaki sposób pamięć o „bohaterstwie w Gallipoli” przesłania pamięć o NZ Wars.
Do sal poświęconych I i II wojnie światowej wprowadzono sekcje o służbie maoryskich batalionów. Zamiast jedynie celebrować ich odwagę, muzeum pyta: co skłaniało społeczności do wysyłania swoich synów na wojnę państwa, które nie szanowało ich praw? Odpowiedzi padają z ust samych weteranów i ich rodzin, a nagrania nie zawsze są komfortowe dla białej widowni.
Galerie maoryskie i pasifika – nie egzotyka, lecz polityka
Na piętrze z kolekcjami maoryskimi i pasifika lata temu dominował kolonialny sposób ekspozycji: „artefakty” ułożone w gablotkach, niewiele kontekstu społecznego, nacisk na rzemiosło i sztukę. Obecnie kuratorzy, we współpracy z lokalnymi iwi, zmieniają tę perspektywę. W opisach jasno padają sformułowania typu:
- „przedmiot pozyskany w warunkach nierównej wymiany”,
- „dar wymuszony w trakcie wyprawy misjonarskiej”,
- „obiekt obecnie objęty roszczeniem repatriacyjnym”.
Dla odwiedzającego, który szuka prawdziwej opowieści o kolonializmie, to bezcenne tropy. Przy wielu obiektach znajdziemy podwójne narracje: jedna napisana językiem zachodniej historii sztuki, druga – językiem maoryskim, często w te reo, mówiąca o znaczeniu duchowym i społecznym. Zderzenie tych dwóch opisów pokazuje, jak kolonializm redukował żywe przedmioty do „etnograficznych eksponatów”.
Miasto zbudowane na Grafton: niewygodna historia lokalizacji
Sam budynek Auckland War Memorial Museum stoi na terenie znanym jako Pukekawa – wzgórzu o dużym znaczeniu dla lokalnych iwi. Przez dekady przewodniki marginalnie wspominały, że „miejsce to ma znaczenie dla Maorysów”. Dziś wchodząc na taras widokowy, obok panoramy miasta, odwiedzający widzą mapy dawnych pa (umocnionych osad), linii wodnych i ogrodów, które istniały tu na długo przed kolonialną zabudową.
W jednej z nowych tablic kuratorskich pojawia się wprost pytanie: czy to przypadek, że główny pomnik wojenny kolonialnego miasta stanął w miejscu o szczególnej wadze dla rdzennych społeczności? Muzeum nie daje prostych odpowiedzi, lecz prezentuje fragmenty dokumentów miejskich, plany urbanistyczne i listy mieszkańców sprzeciwiających się zawłaszczeniu wzgórza.
Na ścianach klatki schodowej prowadzącej do głównej sali pamięci umieszczono cytaty z przemówień maoryskich radnych z XX wieku, domagających się uznania praw do ziemi. Ten zabieg – wplecenie słów sprzeciwu w monumentalną, „patriotyczną” przestrzeń – sprawia, że kolonializm przestaje być czymś, co „kiedyś się wydarzyło”, a staje się ciągłą historią infrastruktury miasta.
Jak efektywnie eksplorować kolonialne wątki w Auckland Museum
Dla wielu odwiedzających to muzeum jest tylko „punktem widokowym na miasto” i zbiorem militariów. Jeśli priorytetem jest rozumienie kolonializmu, przydaje się inny klucz zwiedzania. Przy planowaniu trasy dobrze:
- zacząć od zewnętrznych tablic i map Pukekawa, zanim wejdzie się do środka – żeby zakotwiczyć się w historii miejsca, nie tylko budynku,
- w salach wojennych celowo szukać dziur w narracji – na przykład minimalnych wzmianek o NZ Wars przy bogatych ekspozycjach Gallipoli,
- w galerii maoryskiej czytać obie warstwy opisów (angielskojęzyczną i te reo), a w razie wątpliwości pytać obsługę o aktualne roszczenia repatriacyjne,
- sprawdzić, czy tego dnia odbywają się krótkie wykłady lub oprowadzania tematyczne – muzeum coraz częściej organizuje spacery poświęcone kolonialnej historii Auckland.
W praktyce przydaje się drobne ćwiczenie: przy każdym obiekcie czy sali zadać sobie pytanie „czyj punkt widzenia tu dominuje?”. Samo to pytanie uruchamia inny sposób lektury przestrzeni muzealnej.
Regionalne muzea, które przełamują biało-centryczną narrację
Muzeum w New Plymouth – kolonializm widziany z Taranaki
Poza wielkimi instytucjami są muzea regionalne, które opowiadają kolonializm z bardzo konkretnej perspektywy miejsca. W Taranaki kluczową rolę odgrywa muzeum w New Plymouth (Puke Ariki). Region ten był jednym z głównych teatrów wojen o ziemię; to tu rozgrywały się starcia, które w historiografii brytyjskiej długo nazywano „rebeliami Maorysów”, a dziś coraz częściej określa się jako wojny agresji.
Puke Ariki łączy bibliotekę, archiwum i muzeum. W części poświęconej kolonizacji odwiedzający przechodzą przez sekwencję, która zaczyna się od makiety nadmorskiej osady maoryskiej, a kończy na wizualizacji współczesnych farm mlecznych i infrastruktury energetycznej. Pomiędzy nimi znajdują się:
- interaktywne mapy pokazujące kolejne fale konfiskat oraz działania komisji ds. ziemi maoryskiej,
- tablice z nazwami miejsc w dwóch językach – te reo i angielskim – oraz informacją, kiedy i dlaczego dana nazwa została zmieniona,
- relacje potomków uczestników pacyfistycznego ruchu Parihaka, którzy opowiadają o konsekwencjach brutalnej pacyfikacji wioski.
Kuratorzy nie unikają tu analizy ekonomicznej: przy ekspozycjach dotyczących rolnictwa pojawiają się diagramy pokazujące, jak zawłaszczenie ziemi przełożyło się na dzisiejsze bogactwo regionu. Zamiast fetyszyzować „pracowitość osadników”, wystawa pyta wprost, na czyjej ziemi powstało lokalne mleczne eldorado.
Otago Museum i kolonie na południu
W Dunedin, mieście kojarzonym z „szkocką” tożsamością, Otago Museum wprowadza coraz więcej treści, które rozbijają mit o „pustych, czekających na cywilizację” przestrzeniach Południa. W sekcji historycznej obok portretów wczesnych osadników pojawiają się plansze z nazwami iwi i hapū, które miały tu swoje szlaki i miejsca połowów na długo przed przybyciem statków z Europy.
Jedna z ciekawszych instalacji przedstawia linię czasu zasiedlenia regionu, gdzie daty pierwszych osad maoryskich stoją obok dat przybycia kolonii szkockich. Różnica kilku stuleci przestaje być abstrakcją, kiedy obok pojawiają się przedmioty codziennego użytku i opowieści o tym, jak zmieniły się relacje z morzem i ziemią po wprowadzeniu własności prywatnej w europejskim stylu.
Otago Museum eksperymentuje też z formułą wspólnych projektów z lokalnymi iwi. W jednej z czasowych wystaw kuratorami zostali młodzi badacze maoryscy, którzy przy użyciu obiektów z magazynów muzealnych opowiedzieli historię utraconych i odzyskanych języków. W sali zestawiono XIX-wieczne słowniki misjonarskie, tablice z zakazami używania te reo w szkołach oraz współczesne podręczniki i gry planszowe służące jego odnowie.
Dla osób, które chcą widzieć kolonializm także jako proces kulturowy, a nie tylko militarny, tego typu wystawy są szczególnie przydatne. Pokazują, że przemoc wobec języka i systemów edukacji była równie kluczowa jak przemoc fizyczna.
Muzea iwi – gdy gospodarzem jest społeczność, nie państwo
Whare taonga zamiast „muzeum etnograficznego”
Obok instytucji państwowych i miejskich rozwija się sieć muzeów tworzonych i prowadzonych przez poszczególne iwi. Często nazywane są one whare taonga – domami skarbów. Już sam język wskazuje na inną filozofię: obiekty nie są tu „eksponatami”, lecz przodkami, opiekunami i dowodami ciągłości relacji z ziemią.
W takich miejscach kolonializm nie jest osobnym działem, lecz przewija się przez całą narrację. Przykładowo, w jednym z mniejszych whare taonga na Wyspie Północnej centralną częścią ekspozycji jest genealogia (whakapapa) łącząca współczesnych członków iwi z przodkami, którzy podpisywali – lub odmawiali podpisania – traktatu. Obok wiszą kopie dokumentów rządowych, nakazów konfiskat, zdjęcia z obozów pracy i współczesne fotografie protestów przeciwko projektom wydobywczym.
Odwiedzający spoza społeczności często są proszeni o uczestniczenie w krótkiej powitanej (powhiri) lub przynajmniej o wysłuchanie karakia (modlitwy). To nie „folklor dla turystów”, lecz konkretny sposób ustawienia relacji: gość wchodzi w przestrzeń, której nie definiuje wyłącznie logika wystawiennicza, lecz relacje z ziemią, przodkami i żyjącą wspólnotą.
Jak czytać kolonializm w muzeach iwi
Osoba przyzwyczajona do zachodnich muzeów może początkowo czuć się zagubiona. Brakuje tu często dużych tablic z „neutralnym opisem historycznym”. Zamiast tego pojawiają się:
- kawałki opowieści przekazywane przez przewodnika lub kaumatua,
- pieśni i nagrania, w których historia wojen, konfiskat i migracji miesza się z wątkami duchowymi,
- obiekty, które „mają mówić same za siebie” – jak narzędzia rolnicze ustawione obok zdjęć z okresu, gdy ziemię zabrano.
Żeby zrozumieć kolonializm w tej perspektywie, przydaje się inne nastawienie. Zamiast oczekiwać „pełnego obrazu” w jednym miejscu, lepiej słuchać, jakie wątki wracają w opowieściach gospodarzy: które rzeki są regularnie zanieczyszczane, które wzgórza zostały zrównane, które prawo wciąż blokuje dostęp do tradycyjnych zasobów. Kolonializm w tych muzeach jest żywym doświadczeniem, nie zamkniętą przeszłością.

Techniki muzealne, które pomagają zrozumieć kolonializm bez uproszczeń
Podwójne i potrójne narracje
Wspólnym mianownikiem wielu nowozelandzkich muzeów jest stosowanie wielogłosowych opisów. Zamiast jednej tablicy z „oficjalną historią”, pojawiają się trzy równoległe teksty: narracja państwowa, perspektywa iwi oraz komentarz współczesnego badacza lub artysty. Taki układ widać choćby w Te Papa, Auckland Museum czy mniejszych instytucjach regionalnych.
Efekt jest prosty, lecz mocny: odwiedzający widzi, że historia nie jest liniową opowieścią z jedną prawdą, lecz polem negocjacji. W praktyce ten zabieg rozbija często powtarzany mit o „nieporozumieniach kulturowych” i pokazuje, że wiele kluczowych decyzji było świadomymi aktami politycznego podporządkowania.
Mapy i wizualizacje konfiskat ziemi
Kolejnym ważnym narzędziem są mapy interaktywne. Zamiast ogólnych stwierdzeń o „utratcie ziem”, muzea pokazują:
- konkretne działki przechodzące z rąk iwi do Korony lub prywatnych właścicieli,
- zmieniające się granice terytoriów w kolejnych dekadach,
- porównania między pierwotnym obszarem a dzisiejszymi rezerwatami.
W niektórych instytucjach (np. w Waitangi czy Puke Ariki) odwiedzający mogą wprowadzić nazwę dzisiejszej ulicy lub przedmieścia i zobaczyć, na czyich dawnych ziemiach mieszkają. Dla wielu Nowozelandczyków i turystów to chwila, w której kolonializm przestaje być abstrakcją z podręcznika, a staje się czymś głęboko osobistym.
Relacje świadków i potomków
Rozmowy nagrane z weteranami, potomkami wysiedlonych, uczestnikami protestów z lat 70. i 80. wprowadzają do muzeów ton, którego nie ma w oficjalnych dokumentach. Te nagrania często są pełne niejednoznaczności: ktoś może jednocześnie być dumny ze służby w wojsku i gorzko mówić o tym, jak państwo potraktowało jego marae po powrocie z frontu.
Nowozelandzkie muzea rzadko montują te głosy tak, by zredukować je do wzruszającej anegdoty. Bardziej typowe jest pozostawienie napięcia: „byliśmy lojalni, ale oni nie byli lojalni wobec nas”. W ten sposób widz zostaje zmuszony do samodzielnej refleksji nad tym, jak lojalność wobec państwa kolonialnego splata się z oporem wobec jego praktyk.
Jak przygotować się do wizyty w muzeach kolonializmu w NZ
Praktyczne podejście: od lektury do rozmowy
Zwiedzanie muzeów, które otwarcie mówią o kolonializmie, może być intensywne emocjonalnie. Pomaga kilka prostych kroków przygotowawczych:
- przed wizytą rzucić okiem na podstawowe informacje o Traktacie z Waitangi i NZ Wars – choćby krótkie artykuły lub podcasty przygotowane przez same muzea,
- zaplanować przerwy – po obejrzeniu ciężkich wystaw (np. o Land Wars) zrobić pauzę na kawę czy spacer, zamiast „zaliczać” kolejne galerie,
- zarezerwować czas na rozmowę: z przewodnikami, wolontariuszami, a czasem z innymi odwiedzającymi – to często tam pojawiają się najbardziej szczere reakcje i pytania, których nie widać w tekstach na ścianach.
Dobrą praktyką jest też proste, choć rzadko stosowane pytanie zadane pracownikom muzeum: „Która część ekspozycji wywołuje najwięcej dyskusji lub skarg?” Odpowiedź zwykle prowadzi do miejsc, gdzie kolonializm pokazany jest najbardziej bezpośrednio – tam, gdzie opowieść wychodzi poza wygodne schematy pojednania i neutralnych „lekcji historii”.
Reakcje odwiedzających: między dyskomfortem a ulgą
Ekspozycje poświęcone kolonializmowi rzadko zostawiają publiczność obojętną. Kuratorzy mówią często o dwóch skrajnych reakcjach: dyskomforcie i ulgi. Dyskomfort pojawia się, gdy ktoś po raz pierwszy widzi mapę konfiskat nakładającą się na dzielnicę, w której się wychował, albo gdy w sali projekcyjnej rozlega się głos kuia mówiącej wprost o „kradzieży ziemi”. Ulga pojawia się częściej u osób z marginesu głównej narracji – Maorysów, Pacyficznych migrantów, czasem potomków biedniejszych osadników – które mówią: „wreszcie ktoś to powiedział na głos”.
Nowozelandzkie muzea coraz rzadziej starają się „wygładzić” te emocje. Zamiast tego wprowadzają przestrzenie refleksji: małe pokoje z miękkim światłem, stoliki z kartkami i ołówkami, tablice, na których można zostawić komentarz lub pytanie. Część muzeów zrezygnowała z tradycyjnych ksiąg pamiątkowych na rzecz ścian „response wall”, gdzie obok spontanicznych notatek pojawiają się odpowiedzi kuratorów, badaczy czy członków iwi.
Tego typu praktyka zmienia muzeum w miejsce rozmowy, a nie tylko przekazu. Gdy na ścianie pojawia się kartka: „Mój prapradziadek walczył w NZ Wars po stronie rządu. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy w rodzinie. Teraz rozumiem dlaczego”, a obok ktoś dopisuje: „Mój tipuna walczył po drugiej stronie. Dobrze, że nasze historie się tu spotykają” – kolonializm przestaje być abstrakcją, staje się siecią relacji między żyjącymi ludźmi.
Turystyka a odpowiedzialne opowiadanie o kolonializmie
Między folderem promocyjnym a salą pamięci
Nowa Zelandia sprzedaje się światu jako kraina dzikiej przyrody i przygody, ale równolegle staje przed pytaniem, jak włączyć historie kolonialne w ofertę turystyczną bez sprowadzenia ich do „atrakcji”. Konflikt jest widoczny zwłaszcza w miejscach, gdzie muzea leżą obok popularnych szlaków: w Waitangi, w centrach miast portowych, w rejonach dawnych pól bitewnych.
Niektóre instytucje świadomie rezygnują z lekkich form przyciągania publiczności. Zamiast „przebierz się za żołnierza” proponują udział w krótkiej sesji z edukatorem, który tłumaczy, co oznaczał mundur kolonialny dla różnych stron konfliktu. Zamiast „selfie spotu” przy armatce pojawiają się tablice z pytaniem: „Czy zrobił(a)byś sobie zdjęcie przy narzędziu, którym zniszczono twój dom?”. To proste zabiegi, ale zmieniają dynamikę zwiedzania.
Dla operatorów turystycznych to wyzwanie. Wycieczki zorganizowane często oczekują „lżejszej” narracji. Niektóre muzea wprowadzają więc dwie ścieżki: krótszą, bardziej ogólną dla grup czasowo ograniczonych, oraz pogłębioną, z większą ilością materiału źródłowego i dyskusją dla chętnych. Kluczem jest tu transparentność – jasne zaznaczenie, że skrócona trasa pokazuje tylko fragment całości, a nie „bezstronny pakiet wiedzy”.
Rola przewodników i edukatorów w grupach turystycznych
Gdy grupa wchodzi do sali o wojnach lądowych, to przewodnik często decyduje, czy będzie to „kolejny punkt programu”, czy moment realnej konfrontacji z przeszłością. W wielu muzeach edukatorzy przechodzą specjalne szkolenia z pracy z trudnymi tematami i z różnorodnymi publicznościami – od uczniów szkół podstawowych po emerytowanych weteranów.
W praktyce oznacza to m.in. umiejętność:
- stawiania pytań otwartych zamiast wygłaszania gotowych ocen,
- zauważania, kiedy ktoś z grupy reaguje silnym stresem i proponowania mu wyjścia na chwilę,
- radzenia sobie z komentarzami typu „to już było dawno” czy „ale my też cierpieliśmy” w sposób, który nie domyka dyskusji.
Wiele programów edukacyjnych powstaje we współpracy z iwi. Dzięki temu przewodnicy mogą cytować współczesne głosy, a nie tylko odwoływać się do archiwów. W niektórych miejscach to właśnie członkowie lokalnej społeczności prowadzą wybrane grupy przez ekspozycję, wprowadzając element manākitanga – gościnnego, ale wymagającego towarzyszenia w trudnej historii.
Muzeum jako przestrzeń sprawiedliwości naprawczej
Ekspozycje towarzyszące roszczeniom traktatowym
Procesy związane z roszczeniami traktatowymi przed Waitangi Tribunal tworzą osobny wymiar pracy muzeów. Gdy dane iwi przygotowuje się do prezentacji swojej sprawy, muzea często wspierają je w gromadzeniu i porządkowaniu materiałów dowodowych: map, planów, fotografii, przedmiotów codziennego użytku świadczących o utraconym stylu życia.
Niektóre instytucje decydują się na stworzenie czasowych wystaw równolegle do trwających postępowań. Odwiedzający mogą wtedy zobaczyć, że kolonializm nie jest tylko tematem historycznym, ale także prawnym i politycznym, który wciąż generuje negocjacje i porozumienia. Na ścianach obok siebie wiszą kopie XIX-wiecznych aktów, zdjęcia z przesłuchań świadków pamiętających wysiedlenia rodziców, a także współczesne wizualizacje proponowanych rozwiązań – od zwrotu ziem po wspólne zarządzanie parkami narodowymi.
Takie wystawy bywają konfrontacyjne. Dla części publiczności są pierwszym zetknięciem z argumentami prawnymi iwi, a nie tylko z ogólną opowieścią o „krzywdach przeszłości”. Jednocześnie pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre kwestie – jak dostęp do określonej rzeki czy zatoki – wciąż budzą tak wysokie emocje.
Miejsca pamięci i współczesne upamiętnienia
Obok gablot i ekranów ważnym elementem praktyk muzealnych są miejsca pamięci. W wielu instytucjach wydzielono niewielkie przestrzenie poświęcone konkretnym wydarzeniom: masakrom, bitwom, deportacjom. Często są to proste rozwiązania – ławka, ściana z imionami, świeże kwiaty zostawiane przez odwiedzających – ale sposób ich aranżacji odbiega od klasycznej „izby pamięci” znanej z europejskich muzeów wojskowych.
Zamiast heroicznej narracji pojawia się akcent na żałobę i ciągłość. Imiona poległych zestawia się z nazwami współczesnych szkół, klubów sportowych czy trustów ziemskich, które noszą te same nazwiska. W kilku miejscach muzea współorganizują coroczne ceremonie upamiętniające, w których uczestniczą przedstawiciele dawnych stron konfliktu. Ekspozycja funkcjonuje wtedy jako tło żywego rytuału, a nie jego substytut.
Nie brakuje też sporów o formę upamiętnienia. Dyskusje dotyczą tego, czy na tablicy przy dawnym forcie powinno się używać słowa „inwazja”, czy raczej „kampania wojskowa”, czy nazwać z nazwy jednostki odpowiedzialne za pacyfikację określonej wioski. Muzea coraz częściej decydują się pokazywać te spory wprost – np. zamieszczając fragmenty korespondencji z lokalnym samorządem czy organizacjami weteranów, zamiast chować je do archiwum.
Kolonializm w muzeach lokalnych i tematycznych
Muzea przemysłu, kolei, rolnictwa
Najciekawsze przemiany widać często nie w dużych narodowych instytucjach, ale w małych muzeach branżowych. Dawne „muzea kolei” czy „muzea rolnictwa” powstawały głównie po to, by celebrować modernizację: rozwój linii kolejowych, mechanizację rolnictwa, ekspansję eksportu wełny i mięsa. Dziś część z nich stopniowo włącza do ekspozycji pytanie: czyj rozwój, czyim kosztem?
W praktyce może to oznaczać tak proste zabiegi, jak dodanie do opisu lokomotywy informacji, że linia, po której jeździła, ułatwiła też wywóz drewna z lasów należących wcześniej do określonego iwi. Albo zestawienie nowoczesnego traktora z mapą parcelacji ziemi po wojnach lądowych. Z punktu widzenia kuratorów to drobne interwencje, ale radykalnie zmieniają sposób czytania kolekcji.
W niektórych miejscach powstały całe działy poświęcone „ciemnej stronie postępu”. W muzeum związanym z historią wydobycia złota obok opowieści o inżynierii i przedsiębiorczości pojawiają się gabloty dokumentujące skażenie rzek, wypędzenia wsi i przymusową pracę. Tego typu narracje wychodzą poza klasyczne ramy „lokalnej dumy” i wymagają od społeczności odwagi mierzenia się z dziedzictwem własnych przodków.
Muzea szkolne i inicjatywy oddolne
Osobną kategorią są małe ekspozycje tworzone przy szkołach, marae czy lokalnych centrach kultury. Często powstają one jako efekty projektów uczniowskich lub działań grup sąsiedzkich. Choć brakuje tam rozbudowanej infrastruktury, to właśnie te inicjatywy potrafią mówić o kolonializmie najbardziej bezpośrednio.
Typowy przykład: w szkolnym „muzeum” na wsi na północy uczniowie zestawiają rodzinne fotografie z kopią aktu sprzedaży ziemi podpisanego przez pradziadków z obu stron. Obok wisi mapa z zaznaczonymi dzisiejszymi działkami i krótkimi notkami: kto posiadał je przed 1900 rokiem, kto po 1950, kto obecnie. Ten prosty projekt wywołał serię rozmów między rodzicami, którzy nigdy wcześniej nie rozmawiali o tym, jak ich rodziny znalazły się na danym terenie.
Takie „mikromuzea” rzadko trafiają do przewodników turystycznych, ale odgrywają ważną rolę w lokalnych procesach uczenia się. Często są też laboratorium nowych metod: pracy z nagraniami starszyzny, cyfrowego mapowania historii rodzin, łączenia archiwów państwowych z prywatnymi zbiorami. Duże instytucje coraz częściej nawiązują z nimi współpracę, traktując je nie jako „amatorskie ciekawostki”, ale jako źródło innowacji i autentycznych głosów.
Cyfrowe archiwa i wirtualne muzea kolonializmu
Otwarte zbiory, zamknięte taonga
Transformacja widać także w sferze cyfrowej. Coraz więcej muzeów udostępnia swoje zbiory online, wraz z opisami, metadanymi i wysokiej jakości zdjęciami. Dla badaczy kolonializmu to ogromne ułatwienie – dostęp do dokumentów i obiektów, które kiedyś wymagały osobistej wizyty. Jednocześnie pojawia się pytanie o status taonga w świecie cyfrowym.
Współpraca z iwi prowadzi do wprowadzenia zróżnicowanych poziomów dostępu. Nie wszystkie obiekty mogą być fotografowane i pokazywane w sieci; część opisów powstaje w dwóch wersjach – publicznej i zastrzeżonej, dostępnej tylko dla członków danej społeczności. Systemy cyfrowe muszą uwzględniać tradycyjne protokoły, co wywraca do góry nogami dotychczasowy ideał „wolnej kultury” rozumianej jako nieograniczony dostęp do wszystkiego.
W wielu katalogach online przy opisach obiektów pojawiają się nie tylko informacje o pochodzeniu i dacie, ale także historia pozyskania: w jakich okolicznościach dana rzecz trafiła do muzeum, czy istniały kontrowersje, czy prowadzono rozmowy o zwrocie. Użytkownik nie dostaje już „czystej” estetycznej fotografii, lecz wpis zanurzony w kontekst kolonialnych relacji władzy.
Wirtualne spacery i edukacja na odległość
Dla osób mieszkających poza Nową Zelandią to właśnie projekty cyfrowe są często jedynym sposobem zetknięcia się z tamtejszymi narracjami o kolonializmie. Wirtualne spacery po galeriach Te Papa, Auckland Museum czy regionalnych instytucji nie zastąpią fizycznej obecności, ale pozwalają zobaczyć, jak wygląda przestrzenne ułożenie opowieści: które sale są ciemniejsze, gdzie pojawiają się miejsca wyciszenia, jak blisko siebie leżą wystawy o naturze i o wojnach lądowych.
Równolegle rozwijają się programy edukacji zdalnej: webinary z kuratorami, warsztaty dla szkół z innych krajów, wspólne projekty z uczniami z Pacyfiku czy Europy. W takich inicjatywach kolonializm przestaje być historią „tam daleko”, a zaczyna być częścią globalnej opowieści o imperiach i peryferiach. Porównania z Irlandią, Indiami czy Kanadą pojawiają się na równych prawach z lokalnymi szczegółami dotyczącymi konkretnych rzek czy wzgórz.
Dzięki narzędziom cyfrowym pojawia się także możliwość współtworzenia wystaw przez diasporę. Maorysi mieszkający w Australii czy Wielkiej Brytanii mogą przesyłać swoje historie, fotografie rodzinne, nagrania refleksji o tym, jak doświadczenie życia w byłych metropoliach kolonialnych wpływa na ich rozumienie traktatu czy roszczeń ziemskich. Muzeum staje się wtedy nodem w sieci, a nie jedynym strażnikiem opowieści.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak muzea w Nowej Zelandii pokazują kolonializm inaczej niż w Europie?
Muzea w Nowej Zelandii unikają „pocztówkowego” obrazu kolonizacji i wprost używają pojęć takich jak przemoc, rasizm, grabież ziemi czy konfiskata. Zamiast jednej, państwowej narracji pokazują zderzenie wielu perspektyw: maoryskiej, europejskiej, pasifika i azjatyckiej.
W praktyce oznacza to prezentowanie konkretnych spraw roszczeniowych, nazwisk, map wywłaszczeń, oryginalnych dokumentów, a także relacji ofiar systemu kolonialnego. Odwiedzający konfrontują się z faktami, a nie z uproszczonym mitem o „cywilizującej misji” kolonizatorów.
Dlaczego Te Papa Tongarewa w Wellington jest ważne dla rozmowy o kolonializmie?
Te Papa Tongarewa to narodowe muzeum Nowej Zelandii, które świadomie przedstawia kraj „po traktacie z Waitangi”, z jego napięciami, konfliktami i sporami o ziemię. Nie ogranicza się do folkloru, ale pokazuje skutki kolonizacji – wojny lądowe, konfiskaty ziemi, politykę językową i rasistowskie ustawy.
Kluczowe jest współzarządzanie muzeum z iwi (plemionami maoryskimi), które mają realny wpływ na to, jakie zbiory są gromadzone, jak interpretuje się obiekty maoryskie i jakie zasady obowiązują przy udostępnianiu wrażliwych materiałów. Dzięki temu narracja o kolonializmie nie jest wyłącznie głosem białych kuratorów.
Na czym polega dekolonizacja muzeów w Nowej Zelandii?
Dekolonizacja muzeów w NZ to odejście od jednostronnej, kolonialnej narracji i oddanie głosu społecznościom, które były kolonizowane. Obejmuje to zarówno język opisów (używanie słów przemoc, rasizm, konfiskata), jak i zmianę sposobu pracy instytucji – od współzarządzania z iwi po konsultacje przy tworzeniu wystaw.
W praktyce oznacza to m.in.:
- angażowanie społeczności maoryskich i pasifika w projektowanie ekspozycji,
- pokazywanie sprzecznych źródeł i relacji, zamiast narzucania jednej „oficjalnej” wersji,
- rezygnację z eufemizmów typu „nieporozumienia kulturowe” na rzecz jasnego języka opisującego przemoc systemową.
Co wyróżnia Waitangi Treaty Grounds jako muzeum kolonializmu?
Waitangi Treaty Grounds jest zlokalizowane w miejscu podpisania Traktatu z Waitangi, więc łączy funkcję pomnika narodzin państwa z krytyczną opowieścią o jego łamanych obietnicach. Muzeum jasno pokazuje różnice między wersją maoryską a angielską traktatu, problemy tłumaczeniowe (np. rangatiratanga vs kawanatanga) oraz późniejsze pogwałcenia ustaleń.
Nowoczesne centrum muzealne prowadzi odwiedzających od momentu podpisania traktatu do jego systematycznego naruszania, używając dokumentów, nagrań, multimediów oraz zestawiając brytyjskie źródła z maoryskimi tradycjami ustnymi i głosami współczesnej starszyzny.
Jak muzea w Nowej Zelandii pokazują język maoryski jako pole kolonialnej przemocy?
Muzea takie jak Te Papa prezentują te reo Māori jako obszar, na którym kolonializm był szczególnie widoczny – poprzez zakazy używania języka, kary w szkołach misyjnych i internatach czy marginalizowanie go w administracji i sądach. Pokazywane są regulaminy zakazujące mówienia po maorysku, zdjęcia z internatów oraz świadectwa osób, które doświadczyły represji językowych.
Jednocześnie podkreślane jest współczesne odrodzenie te reo: podcasty, muzyka, slam poetry i ruch na rzecz dwujęzyczności. Interaktywne instalacje pokazują, jak konkretne decyzje polityczne dotyczące języka przekładały się na długofalowe skutki społeczne.
Jak przygotować się do wizyty w Te Papa, jeśli interesuje mnie kolonializm?
Warto wcześniej sprawdzić na stronie Te Papa, jakie aktualne wystawy dotyczą historii, Traktatu z Waitangi i relacji z iwi, oraz zarezerwować co najmniej 3–4 godziny na część historyczną, traktatową, maoryską oraz wybrane wystawy czasowe o tematyce politycznej lub społecznej.
Dobrze jest też:
- dołączyć do oprowadzania poświęconego traktatowi, wojnom lądowym lub kolonialnej przeszłości Wellington,
- zadawać przewodnikom pytania o kontrowersje, spory o repatriację zbiorów czy zmiany narracji od lat 90.,
- zwracać uwagę na język tablic informacyjnych i śledzić, jak opisuje się przemoc, grabieże ziemi i rolę państwa oraz kościołów.
Czego można się nauczyć o misjach chrześcijańskich w muzeach Nowej Zelandii?
Muzea w NZ coraz częściej pokazują misje chrześcijańskie nie tylko jako działalność religijną, ale jako część szerszego systemu kolonialnego. Podkreślają, że misje często działały „ręka w rękę” z władzami kolonialnymi, przyczyniając się do osłabienia tradycyjnych struktur społecznych, utraty ziemi i marginalizacji języka te reo Māori.
Odwiedzający mogą zobaczyć zarówno dokumenty i listy misjonarzy, jak i maoryskie relacje o skutkach ich działalności – w tym o roli szkół misyjnych w wynaradawianiu dzieci oraz wprowadzaniu europejskich norm kulturowych i prawnych.
Kluczowe obserwacje
- Muzea w Nowej Zelandii są kluczowym polem dyskusji o kolonializmie, łącząc perspektywy maoryskie, europejskie, pasifika i azjatyckie zamiast jednej, dominującej narracji.
- Dekolonizacja pamięci odbywa się nie tylko poprzez nowe opisy wystaw, ale także poprzez to, kto opowiada historię, w jakim języku i z jakiego punktu widzenia.
- Muzea angażujące się w uczciwą rozmowę o kolonializmie współtworzą ekspozycje z lokalnymi społecznościami, nazywają wprost przemoc, rasizm i konfiskaty oraz pokazują konkretne sprawy roszczeniowe.
- Te Papa Tongarewa w Wellington działa w modelu współzarządzania z iwi maoryskimi, co daje im realny wpływ na zbiory, interpretacje obiektów i zasady udostępniania wrażliwych materiałów.
- Narracja o Traktacie z Waitangi w Te Papa podkreśla napięcia między wersjami traktatu, niewywiązywanie się Korony z zobowiązań i długotrwały charakter kolonialnego wywłaszczania ziemi.
- Muzeum pokazuje język te reo Māori jako obszar kolonialnej przemocy i współczesnego odrodzenia, wykorzystując dokumenty, fotografie oraz współczesną kulturę i interaktywne gry decyzyjne.
- Świadome zwiedzanie Te Papa wymaga przygotowania: sprawdzenia wystaw historycznych, zarezerwowania kilku godzin oraz udziału w oprowadzaniach poświęconych traktatowi, wojnom lądowym i kolonialnej przeszłości.






