Specyfika zimowego trekkingu w Nowej Zelandii
Dlaczego zima w Nowej Zelandii zaskakuje Europejczyków
Zimowy trekking w Nowej Zelandii kusi pustymi szlakami, ośnieżonymi graniami i spektakularnymi widokami na lodowce. Jednocześnie potrafi brutalnie zweryfikować błędne wyobrażenia przywiezione z Europy. Pory roku są odwrócone – zima przypada na okres od czerwca do sierpnia, ale warunki zimowe w wyższych partiach gór potrafią się utrzymywać od maja do października. Dodatkowo lokalny klimat morskich gór jest bardziej gwałtowny niż w wielu europejskich pasmach.
W Południowych Alpach różnice pogodowe między doliną a granią bywają ekstremalne. W dolinie deszcz i +5°C, a kilkaset metrów wyżej silny wiatr, zamieć śnieżna i odczuwalne –15°C. Turyści przyzwyczajeni do dobrze oznakowanych szlaków alpejskich z infrastrukturą potrafią przecenić swoje możliwości. W Nowej Zelandii odcinki szlaków prowadzone są przez rozległe, nieosłonięte przestrzenie, po których wiatr bez oporów pędzi śnieg i lód.
Doświadczeni lokalni przewodnicy powtarzają, że zimowy trekking w Nowej Zelandii to bardziej środowisko wysokogórskie niż „zwykła” turystyka piesza. Nawet jeśli wysokości bezwzględne są niższe niż w Alpach, kombinacja wilgoci, wiatru i szybkich zmian pogody zwiększa ryzyko hipotermii, zabłądzenia i urazów na śliskim podłożu. Dlatego przygotowania do wyprawy zaczyna się od realnej oceny terenu, a nie od przeglądania zdjęć na Instagramie.
Główne regiony górskie i specyfika warunków zimowych
Nowa Zelandia nie jest jednorodna pod względem warunków zimowych. Planując trekking trzeba brać pod uwagę, w jakim regionie będziesz wędrować. Najpopularniejsze obszary górskie to:
- Southern Alps / Kā Tiritiri o te Moana (Południowe Alpy) – rozciągają się wzdłuż Wyspy Południowej; to tu znajdują się najwyższe szczyty, lodowce, wymagające przełęcze i najbardziej nieprzewidywalna pogoda.
- Fiordland – górzysty, ekstremalnie wilgotny region z głębokimi dolinami, fiordami i jednym z najwyższych rocznych opadów na świecie; zimą śnieg i lód łączą się z bardzo silnym wiatrem i intensywnymi opadami deszczu lub śniegu.
- Park Narodowy Aoraki/Mount Cook – obszar typowo alpejski, z lodowcami, stromymi zboczami, częstymi lawinami i wymagającymi podejściami; przeznaczony głównie dla bardzo doświadczonych turystów i wspinaczy.
- Park Narodowy Tongariro – wulkaniczny rejon na Wyspie Północnej; zimą popularne wędrówki, takie jak Tongariro Alpine Crossing, zmieniają charakter z „trekkingu” na pełnowartościową wycieczkę wysokogórską z zagrożeniem lawinowym i wymagającą użycia sprzętu technicznego.
W każdym z tych regionów zimą występują inne kombinacje problemów: od mokrego, ciężkiego śniegu i błota po twardy, oblodzony firn i śnieżne nawisy. W praktyce oznacza to, że zestaw sprzętu i poziom kompetencji, który wystarczy na łatwy szlak w Fiordland, może być zdecydowanie niewystarczający na zimowe przejście w Parku Aoraki/Mount Cook.
Od trekkingu do alpinizmu – płynna granica
W przewodnikach turystycznych ta sama trasa bywa określana jako „popularny trek”, ale zimą zamienia się w coś bliższego wspinaczce alpejskiej. Granica między trekkingiem a alpinizmem w Nowej Zelandii jest zimą bardzo płynna. Szlak, który latem jest ścieżką z oznakowaniem, zimą może być kompletnie zasypany, a kluczowe fragmenty trasy prowadzą przez strome pola śnieżne lub po lodzie.
Typowy przykład to Tongariro Alpine Crossing. Latem – jedna z najpopularniejszych jednodniowych wędrówek w kraju. Zimą – wycieczka wymagająca raków, czekana, znajomości technik poruszania się w stromym terenie śnieżnym oraz oceny zagrożenia lawinowego. Osoby, które pojawiają się tam w bawełnianych dresach i lekkich butach trailowych, bywają przez ratowników zawracane jeszcze na parkingu.
Zimowy trekking w Nowej Zelandii wymaga więc nie tylko mocniejszego sprzętu, ale również zmiany mentalnej: nie jest to „spokojna zimowa wycieczka”, lecz działalność w terenie wysokogórskim, z odpowiednimi zasadami bezpieczeństwa, planowania i rezerwy sprzętowej.
Planowanie zimowej trasy w Nowej Zelandii
Dobór szlaku do poziomu umiejętności
Dobór trasy to kluczowa decyzja wpływająca na bezpieczeństwo zimowego trekkingu. W Nowej Zelandii używa się klasyfikacji szlaków DOC (Department of Conservation):
- Easy/Short Walk – krótkie, łatwe spacery, zazwyczaj dobrze oznakowane, często na nizinach lub w dolinach.
- Walking Track – niewymagające szlaki turystyczne, możliwe do przejścia w zwykłych butach hikingowych przy dobrej pogodzie.
- Great Walks – długodystansowe, dobrze utrzymane szlaki, ale zimą część ich odcinków może przebiegać przez teren lawinowy.
- Tramping Track – bardziej dzikie, mniej utrzymane szlaki, wymagające dobrej kondycji i umiejętności nawigacyjnych.
- Route – nieoznakowane lub słabo oznakowane trasy, często prowadzące przez trudny, stromy teren, przeznaczone dla bardzo doświadczonych osób.
Zimą nawet „Great Walk” może przerodzić się w ekspedycję z koniecznością użycia raków, lawinowego ABC i umiejętności czytania ukształtowania terenu. Początkujący powinni trzymać się krótszych szlaków typu Easy/Short Walk i wybranych łatwiejszych fragmentów Great Walks, sprawdzając w DOC, które odcinki są bezpieczne zimą.
Dobrym punktem wyjścia dla mniej doświadczonych mogą być jednodniowe, niżej położone trasy w okolicach Queenstown, Wanaka czy Arthur’s Pass, prowadzące do punktów widokowych, hut w dolinach oraz na niższe przełęcze bez wyraźnego zagrożenia lawinowego.
Korzystanie z zasobów DOC i lokalnych ostrzeżeń
W Nowej Zelandii DOC (Department of Conservation) to główne źródło informacji o stanie szlaków i schronisk (huts). Przed każdą zimową wyprawą warto:
- sprawdzić stronę DOC dla danego parku narodowego lub regionu – znajdziesz tam aktualne zamknięcia szlaków, ostrzeżenia o lawinach, uszkodzonych mostach czy oblodzeniach;
- odwiedzić Visitor Centre DOC na miejscu – pracownicy mają świeże, praktyczne informacje od przewodników, ratowników i innych wędrowców;
- zapoznać się z opisem trasy, czasami przejścia i poziomem trudności zimą (często jest on wyższy niż latem, nawet dla tego samego szlaku).
Wiele miejsc ma sezonowe ostrzeżenia lawinowe. Dotyczy to przede wszystkim Fiordland, Aoraki/Mount Cook, Arthurs Pass oraz Tongariro. W komunikatach często pojawiają się konkretne nazwy dolin, przełęczy czy zboczy, których należy unikać przy podwyższonym ryzyku. Pomijanie tych ostrzeżeń to proszenie się o kłopoty.
Plan czasu, rezerwy i punktów awaryjnych
W zimie dzień jest krótki, pogoda potrafi załamać się w ciągu godzin, a tempo marszu spada przez śnieg, lód i cięższy plecak. Planowanie czasu przejścia wymaga uwzględnienia kilku czynników:
- do podanego w przewodnikach czasu przejścia dodaj 30–50% na warunki zimowe, zwłaszcza gdy na trasie są podejścia i zejścia po śniegu;
- zaplanuj godzinę „odwrotu” – konkretny czas, po którym odpuszczasz dalszą drogę, jeśli jesteś wciąż w połowie trasy;
- uwzględnij margines na nieprzewidziane postoje: regulację raków, zmianę warstw odzieży, rozkładanie rakiet śnieżnych, przerwy na dogrzanie się.
Oprócz tego warto zidentyfikować punkty awaryjne: schroniska DOC, chaty myśliwskie, zadaszone wiaty, możliwe miejsca biwakowe chronione przed wiatrem. W zimie realnie trzeba zakładać, że nie dojdziesz tam, gdzie zakładałeś, a noc spędzisz w „planie B”. Świadomość takich punktów znacząco zwiększa margines bezpieczeństwa.

Pogoda, lawiny i specyficzne zagrożenia zimą
Fronty pogodowe i nagłe załamania
Nowa Zelandia leży na trasie wędrówki aktywnych frontów atmosferycznych znad Oceanu Południowego. Oznacza to częste, gwałtowne zmiany pogody, szczególnie od strony zachodniej (West Coast). Zimowy trekking w Nowej Zelandii oznacza konieczność codziennego śledzenia prognoz, a czasem nawet odwołania całej wyprawy dzień przed startem.
Korzystaj z lokalnych serwisów pogodowych, takich jak:
- MetService – prognozy górskie, ostrzeżenia o wiatrach, opadach i mgle;
- YR.no – przydatny jako drugie źródło, pokazujący trend (stale sprawdzaj, czy pokrywa się z MetService);
- lokalne prognozy w Visitor Centre DOC – często w formie tablic i wydruków z komentarzem pracowników.
Na szczególną uwagę zasługują silne wiatry. Przy prędkościach powyżej 60–70 km/h wejście na odkryte grzbiety staje się bardzo ryzykowne, a przy szkwałach 80–100 km/h realnie grozi zdmuchnięcie z eksponowanych fragmentów. Nawet jeśli prognoza zapowiada „tylko” mgłę i wiatr, w terenie o dużym spadku wysokości sytuacja może stać się bardzo groźna.
Zagrożenie lawinowe w nowozelandzkich górach
Lawiny w Nowej Zelandii mają swoją specyfikę. Wysoka wilgotność i częste opady sprawiają, że pokrywa śnieżna bywa bardzo zróżnicowana: od lekkiego, suchego puchu po ciężki, mokry śnieg i lód. Szczególnie niebezpieczne są:
- stromizny w przedziale 30–45 stopni – klasyczne nachylenie stoków lawinowych, często występujące przy podejściach na przełęcze;
- obszary nad dolinami i ścieżkami turystycznymi, gdzie lawina z wyższych partii może „przeciąć” szlak;
- rejony znane z lawin, regularnie wymieniane w raportach DOC i NZ Avalanche Advisory.
Przed wyjściem na zimowy trekking w rejonach z potencjałem lawinowym sprawdzaj komunikaty NZ Avalanche Advisory (NZAA). System ostrzeżeń bazuje na sześciostopniowej skali, podobnej do używanej w Alpach. Oprócz ogólnej oceny ryzyka (np. „Considerable” / „High”) raporty zawierają opis problemów lawinowych (np. „Wind slab”, „Wet snow”) i rekomendacje dotyczące terenu, którego unikać.
Osoba bez przeszkolenia lawinowego nie powinna wchodzić w teren oznaczony w raportach jako wyraźnie lawinowy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka „wygląda spokojnie”. Pokrywa śnieżna bywa zdradliwa, a pozornie niewielka lawinka może mieć bardzo poważne konsekwencje w stromym, skalistym terenie.
Hipotermia, wychłodzenie i odmrożenia
Silny wiatr, wilgoć i długie przebywanie na minusowych temperaturach tworzą w Nowej Zelandii idealne warunki do wychłodzenia organizmu. Nie trzeba ekstremalnych mrozów – przy +2°C, deszczu ze śniegiem i wietrze 40–60 km/h organizm wychładza się szybciej niż przy suchych –10°C bezwietrznie.
Pierwsze objawy to dreszcze, spadek sprawności rąk (problem z zapinaniem suwaków, zakładaniem raków), spowolnione myślenie, apatia. W grupie łatwo to przegapić, zwłaszcza gdy wszyscy są zmęczeni. Dlatego przy zimowym trekkingu w Nowej Zelandii stosuje się zasadę:
- krótkie, ale częste przerwy na picie gorącego napoju i drobną przekąskę,
- natychmiastowe zakładanie dodatkowej warstwy po zatrzymaniu się,
- regularna kontrola towarzyszy – szczególnie kondycji psychicznej i mowy.
Odmrożenia palców rąk, stóp i twarzy pojawiają się szybciej przy mokrych ubraniach i zbyt ciasnym obuwiu. Zapasowe rękawice, suche skarpety i możliwość szybkiego osłonięcia twarzy (kominiarka, buff, kaptur ze ściągaczami) nie są luksusem, lecz podstawą bezpieczeństwa.
Kluczowy sprzęt zimowy – odzież i system warstw
Warstwa bazowa – zarządzanie wilgocią
Fundamentem komfortu termicznego podczas zimowego trekkingu w Nowej Zelandii jest warstwa bazowa, czyli to, co dotyka skóry. Jej zadaniem jest odprowadzanie potu i utrzymywanie ciała w możliwie suchym stanie, nawet przy intensywnym wysiłku.
Najczęściej wybierane materiały to:
Rodzaje bielizny termicznej i praktyczne wskazówki
Przy zimowym wysiłku w Nowej Zelandii najczęściej używa się dwóch typów bielizny:
- wełna merino – dobrze grzeje nawet po zawilgoceniu, nie łapie szybko zapachów, sprawdza się przy wielodniowych trekkingach i zmiennej intensywności marszu;
- syntetyki (poliester, polipropylen) – szybciej odprowadzają wilgoć, błyskawicznie schną, są dobre przy intensywnym wysiłku i jednodniowych akcjach „na lekko”.
Na dłuższe wędrówki z noclegami w hutach lub namiocie wielu trekkerów zabiera dwie warstwy bazowe: jedną „do chodzenia”, drugą suchą „do spania”. Zmiana na suchą bieliznę po dotarciu do schronu znacząco redukuje ryzyko wychłodzenia, zwłaszcza gdy w hutach jest zimno i przeciągi.
Niższe partie Wyspy Południowej potrafią zaskoczyć deszczem zamiast śniegu, dlatego przy dużej wilgotności lepiej sprawdzi się cienka syntetyczna bielizna z dobrą szybkoschnącą bluzą niż zbyt grube merino, które będzie długo schło w warunkach ograniczonego ogrzewania.
Warstwa pośrednia – zatrzymywanie ciepła
Druga warstwa ma przede wszystkim magazynować ciepło. W praktyce używa się kilku rozwiązań, które można łączyć w zależności od dnia i wysokości.
Popularne opcje to:
- bluzy i kurtki z polaru (fleece) – klasyk zimowych trekkingów: lekkie, oddychające, działają nawet po zawilgoceniu;
- softshell – lekko wiatroodporny materiał, przydatny przy suchym, chłodnym wietrze, gdy nie pada intensywnie;
- cienkie kurtki puchowe lub z syntetycznym wypełnieniem – do użycia podczas postojów, biwaków i chłodniejszych odcinków powyżej linii lasu.
W nowozelandzkich warunkach dobrym kompromisem jest system dwóch średnich warstw zamiast jednej bardzo grubej. Przykład: cienkie merino + lekki polar + lekka puchówka / syntetyk do użycia „na wierzch” w czasie postoju. Dzięki temu łatwiej reagować na zmiany pogody, a ryzyko przegrzania i przepocenia jest mniejsze.
W hutach DOC, zwłaszcza tych wyżej położonych, temperatura potrafi oscylować w okolicach zera, nawet gdy w środku pali się w piecu. Wtedy docenia się osobną, ciepłą warstwę „hutową”: np. gruby polar i czyste, suche merino zakładane po dotarciu na miejsce.
Warstwa zewnętrzna – ochrona przed wiatrem i wodą
Na ekspozycji, w rejonach przełęczy i grani, wiatr i mokry śnieg są większym problemem niż sam mróz. Dlatego kluczowa jest kurtka zewnętrzna:
- membranowa kurtka hardshell (np. Gore‑Tex lub odpowiednik) – pełna wiatro- i wodoszczelność, przy jednoczesnej oddychalności; przydaje się szczególnie na West Coast i w Fiordlandzie, gdzie opady są normą;
- dobre spodnie przeciwdeszczowe – nie jako „opcjonalny dodatek”, ale stały element zimowego zestawu, noszone często już od wyjścia z auta czy huty.
Przy wyborze kurtki i spodni liczy się nie tylko membrana, ale też detale: głęboki kaptur z możliwością dopasowania do kasku lub czapki, długie suwaki boczne w spodniach ułatwiające wentylację i zakładanie ich na raki, regulowane mankiety i dół kurtki, które uszczelniają całość przed śniegiem nawiewanym z każdej strony.
W praktyce wielu trekkerów trzyma kurtkę membranową w łatwo dostępnym miejscu (np. pod klapą plecaka) i zakłada ją od razu przy pierwszych oznakach wiatru lub opadu, zamiast czekać, aż przemokną warstwy pośrednie. Im później zareagujesz, tym trudniej zatrzymać wychłodzenie.
Dodatki odzieżowe – głowa, dłonie, stopy
Zimą, szczególnie powyżej linii drzew, drobne elementy odzieży często decydują o możliwości kontynuowania marszu.
W praktycznym zestawie przydają się:
- 2 czapki – cieńsza (do marszu) i grubsza (do postojów i snu), najlepiej z dodatkiem wełny lub materiału szybkoschnącego;
- buff / kominiarka – do ochrony twarzy i szyi przed silnym wiatrem; można nimi także „uszczelnić” kaptur;
- 2–3 pary rękawic – cienkie linerki (do podejść), cieplejsze rękawice z membraną oraz awaryjna para suchych rękawic w worku wodoszczelnym;
- ciepłe skarpety trekkingowe (merino lub miks wełny z syntetykiem) + jedna sucha para „do spania”;
- stuptuty – zapobiegają wpadaniu śniegu do butów i moczeniu spodni, bardzo użyteczne przy przekraczaniu mokrego śniegu i błota.
W rejonach, gdzie wiatr „tnie” po twarzy (np. okolice Tongariro, otwarta grań w Arthurs Pass), buff i gogle narciarskie potrafią zrobić różnicę między komfortowym marszem a koniecznością zawrócenia po pół godzinie.
Sprzęt techniczny w zimowym terenie
Raki, czekan i poruszanie się po twardym śniegu
W wielu górskich rejonach Nowej Zelandii zimą śnieg szybko zamienia się w twardą, lodową skorupę. Klasyczne „trekkingowe” warunki z miękkim śniegiem często występują tylko w dolinach lub bezpośrednio po opadach. Dlatego podstawowy zestaw obejmuje:
- pełne raki dopasowane do butów wysokogórskich lub solidnych butów trekkingowych z odpowiednią podeszwą;
- czekan turystyczny o długości dobranej do wzrostu (ułatwia podchodzenie i asekurację w stromym terenie);
- stuptuty / gaiters, jeśli szlak prowadzi przez odcinki z głębszym śniegiem lub mokrym błotem.
Przed wyjazdem dobrze jest przećwiczyć zakładanie raków i podstawowy autoasekuracyjny chwyt czekana na łatwym stoku, najlepiej pod okiem instruktora lub bardziej doświadczonej osoby. W Nowej Zelandii często spotyka się szlaki, gdzie jeden krótki, oblodzony trawers jest jedynym „trudnym” miejscem – ale to właśnie tam dochodzi do poślizgnięć i niekontrolowanych zjazdów.
Jeżeli plan obejmuje wejście w teren lawinowy lub bardzo stromy, do zestawu dochodzą:
- uprząż i kawałek liny do awaryjnej asekuracji przy przejściu eksponowanych fragmentów,
- śruby lodowe, ekspresy i podstawowy sprzęt do budowy stanowisk – w przypadku ambitniejszych tras z elementami wspinaczki śnieżno-lodowej.
Dla większości osób realizujących klasyczny zimowy „trekking”, a nie wspinaczkę, wystarczą jednak dobrze dobrane raki, czekan turystyczny i umiejętność ich efektywnego używania.
Rakiety śnieżne i kiedy mają sens
Rakiety śnieżne przydają się przede wszystkim w rejonach o głębokim, nieprzetartym śniegu w dolinach i na łagodnych zboczach. Sprawdzają się np. na części leśnych podejść do hut czy na płaskich odcinkach wyżej położonych dolin.
Nie zastąpią jednak raków na twardym śniegu, oblodzonych podejściach czy stromych trawersach. W praktyce często stosuje się podejście mieszane:
- rakiety w dolnej części trasy, gdzie śnieg jest głęboki,
- raki w wyższej partii, gdzie śnieg zamarza, a nachylenie stoku rośnie.
Jeśli planujesz trasę, na której nie ma przetartych śladów, a prognoza zapowiada świeże opady, rakiety mogą oszczędzić wiele energii i czasu. W terenach typowo alpejskich, z długimi stromiznami, priorytetem pozostają jednak raki.
ABC lawinowe – detektor, sonda, łopata
Wszędzie tam, gdzie raporty NZAA wskazują na obecność lawinowego terenu (szczególnie w okolicach przełęczy, żlebów i stromych zboczy), grupy powinny poruszać się z pełnym zestawem lawinowym:
- detektor lawinowy (transceiver) – noszony na ciele, w trybie nadawania przez cały czas przebywania w terenie potencjalnie lawinowym;
- sonda lawinowa – do szybkiej lokalizacji zasypanego po namierzeniu detektorem;
- łopata lawinowa – najlepiej metalowa, o odpowiedniej wytrzymałości na twardy śnieg.
Sam sprzęt nie wystarczy. Konieczne są umiejętności: obsługa detektora, szybkie sondowanie, efektywne kopanie. Krótkie szkolenie lawinowe w Nowej Zelandii (np. w rejonach Queenstown, Wanaka czy Arthurs Pass) znacząco podnosi szanse na sensowne wykorzystanie ABC w razie wypadku.
Osoba bez doświadczenia, wchodząca w teren oznaczony jako lawinowy „bo ma detektor”, myli narzędzie z gwarancją bezpieczeństwa. Zimowy trekking w takich miejscach bez przeszkolenia i praktyki lepiej ograniczyć do odcinków uznanych przez NZAA i DOC za mało ryzykowne przy danym poziomie zagrożenia.
Kije trekkingowe w śniegu i lodzie
Kije trekkingowe nie są tak spektakularne jak czekan czy raki, ale bardzo pomagają w zachowaniu równowagi w śniegu i błocie. Zimą szczególnie użyteczne są:
- kije z dużymi talerzykami zimowymi, które nie zapadają się głęboko w śniegu,
- model o regulowanej długości – możliwość wydłużenia kijów na zejściach i skrócenia na stromych podejściach.
Na stromych, twardych stokach kije często ustępują miejsca czekanowi, ale w niższych partiach, przy długich zejściach po śliskim, rozmiękczonym śniegu, zauważalnie odciążają kolana i biodra. W połączeniu z rakami zmniejszają ryzyko wywrócenia się przy każdym kroku w zlodzonym błocie, którego na popularnych szlakach w zimie jest pod dostatkiem.

Nawigacja i łączność w nowozelandzkich górach zimą
Mapy, GPS i umiejętność czytania terenu
W warunkach zimowych oznaczenia szlaków bywają zasypane, a charakterystyczne punkty orientacyjne – przykryte śniegiem lub ukryte we mgle. Nawigacja oparta wyłącznie na „wydeptanej ścieżce” zwykle kończy się błądzeniem. Dlatego przy pakowaniu nie może zabraknąć:
- tradycyjnej mapy topograficznej (np. serii NZTopo) w wodoodpornym pokrowcu,
- kompasu i umiejętności posługiwania się nim w terenie górskim,
- GPS-a turystycznego lub aplikacji offline w telefonie (z pobranymi mapami i zapasowym powerbankiem).
W wielu dolinach i na przełęczach sygnał GPS bywa słabszy, a zimą elektronika szybciej rozładowuje się na mrozie. Dobrą praktyką jest zapisanie śladu planowanej trasy i kilku kluczowych punktów (huty, przełęcze, mosty, zbiegi szlaków) jeszcze przed wyjazdem, a także noszenie urządzeń blisko ciała, by chronić baterie przed wychłodzeniem.
Mgła w połączeniu ze śniegiem tworzy często klasyczne „whiteout” – brak kontrastu, problemy z oceną nachylenia stoku i odległości. W takich warunkach szczególnie przydaje się doświadczenie w czytaniu ukształtowania terenu: żleby, grzbiety, przełęcze oraz potencjalne pułapki terenowe (kotły, urwiska, koryta potoków). Nawet najlepsza aplikacja nie zastąpi umiejętności powiązania linii na mapie z tym, co naprawdę widzisz (lub czego nie widzisz) przed sobą.
Łączność awaryjna – PLB, InReach i zasady komunikacji
Znaczna część nowozelandzkich gór nie ma zasięgu sieci komórkowej. Dotyczy to nie tylko głębokich dolin Fiordlandu, ale też fragmentów popularnych Great Walks. Do poważniejszego zimowego trekkingu stosuje się więc dodatkowe środki łączności:
- PLB (Personal Locator Beacon) – proste urządzenie alarmowe, które wysyła sygnał ratunkowy ze współrzędnymi; używane w sytuacjach zagrażających życiu;
- komunikatory satelitarne (np. Garmin InReach, ZOLEO) – pozwalają wysyłać wiadomości tekstowe, a także wezwać pomoc;
- radio VHF – stosowane przez przewodników, ratowników i DOC w niektórych rejonach, wymaga jednak znajomości lokalnych kanałów i procedur.
Planowanie trasy i zgłaszanie wyjścia
Zimowy wyjazd w nowozelandzkie góry zaczyna się dużo wcześniej niż na parkingu pod szlakiem. Kluczowy jest spokojny etap „przed komputerem i mapą”. W praktyce oznacza to kilka konkretnych kroków:
- sprawdzenie aktualnych komunikatów pogodowych (MetService, MetVUW) oraz raportów lawinowych NZAA dla konkretnego regionu,
- przegląd informacji na stronie DOC (Department of Conservation) o stanie szlaków, zamknięciach, zniszczonych mostach i alertach na dany sezon zimowy,
- dobór trasy do najsłabszej osoby w grupie, z zapasem czasu na gorsze warunki oraz krótkie dni,
- przygotowanie planu awaryjnego B: krótszej wersji pętli lub alternatywnej doliny na wypadek załamania pogody.
W Nowej Zelandii wiele wypadków zaczyna się od „tylko szybkie podejście do hutu”, które przeciąga się przez załamanie pogody i zapadnięcie zmroku. Zimą dzień jest krótki, a tempo marszu w śniegu spada nawet o połowę w porównaniu z latem. Godzina startu z auta powinna uwzględniać realne możliwości grupy, nie życzeniowy scenariusz.
Standardową praktyką jest zgłoszenie planu wyjścia (Intentions Form) u DOC lub poprzez system online, jeśli jest dostępny dla danego rejonu. Przy dłuższych wypadach dobrze jest:
- zostawić bliskiej osobie szczegółowy opis trasy z datami noclegów i wariantem awaryjnym,
- ustalić konkretną godzinę alarmową (np. „jeśli nie dam znaku do poniedziałku 20:00, dzwoń do policji / DOC”),
- unikać częstego zmieniania planu „w biegu” – zespół ratunkowy będzie szukał tam, gdzie według zgłoszenia powinieneś być.
Bezpieczeństwo związane z nowozelandzką pogodą zimową
Specyfika klimatu i szybkie zmiany warunków
Nowa Zelandia łączy w sobie klimat morski, górski i subarktyczny – nieraz w ciągu jednego dnia. Zimowy front potrafi przynieść deszcz na poziomie morza, ciężki mokry śnieg w lasach i suchy puch wysoko w górach, a do tego silny wiatr halny od zachodu.
W praktyce trzeba być gotowym na:
- gwałtowne spadki temperatury przy przejściu frontu,
- nagłe przejście z deszczu w śnieg i odwrotnie,
- wiatr o sile uniemożliwiającej poruszanie się na grani (szczególnie w Southern Alps i w rejonie Tongariro),
- lokalne burze śnieżne z widocznością na kilka metrów.
Prognozę trzeba czytać z wyprzedzeniem kilku dni, ale decyzje podejmować na bazie najświeższych danych – w górach często aktualniejszy jest komunikat poranny niż ten sprzed doby. Jeśli kolejne źródła (MetService, docelowy ośrodek narciarski, lokalny przewodnik) mówią zgodnie: „silny wiatr, whiteout”, rozsądne jest przełożenie ambitniejszej trasy.
Hipotermia, odmrożenia i mokry śnieg
Największym przeciwnikiem bywa nie mróz, ale połączenie wilgoci, wiatru i zmęczenia. Mokry śnieg w plusowej temperaturze, który wsiąka w ubranie, może wychłodzić ciało szybciej niż suchy mróz przy -10°C.
Przy dłuższych zimowych przejściach w Nowej Zelandii realnym zagrożeniem jest hipotermia. Typowe wczesne sygnały to:
- spowolnienie ruchów, ociężałość,
- trudności ze skupieniem, nerwowy śmiech,
- zaczynające się drżenia mięśni, których nie da się opanować ruchem.
W grupie warto umówić się na prosty system kontroli – co godzinę krótka ocena: „czy jest ci ciepło w tułów, dłonie, stopy?”, plus obserwacja partnerów. W razie podejrzenia wychłodzenia lepiej skończyć dzień wcześniej, niż liczyć, że „rozgrzejesz się po drodze”.
Odmrożenia klasycznie dotyczą palców rąk i nóg oraz policzków. W nowozelandzkich warunkach rzadziej są skutkiem ekstremalnych mrozów, częściej zaś połączeniem wiatru i mokrych ubrań. Dlatego tak duże znaczenie mają zapasowe, suche rękawice oraz możliwość szybkiej zmiany mokrych skarpet.
Przekraczanie rzek zimą
Specyfika Nowej Zelandii to liczne rzeki i potoki przecinające nawet znakowane szlaki. Zimą ich poziom zależy silnie od opadów deszczu i gwałtownych roztopów. Niewinnie wyglądający strumień o poranku potrafi w ciągu kilku godzin zmienić się w brunatną, rwącą wodę.
Podstawowe zasady przy podejściu do rzeki:
- sprawdzenie prognozy opadów i meldunków o stanie wód (DOC, lokalne ostrzeżenia),
- obejrzenie koryta powyżej i poniżej miejsca planowanego przejścia – szuka się szerszych odcinków, bez progów i głębokich „dołków”,
- ocena, czy rzeka nie jest mętna i spieniona (znak zwiększonego przepływu),
- gotowość do zmiany planu – czasem najlepszym rozwiązaniem jest odwrót do ostatniego schronienia.
Przejście lodowatej wody po oblodzonych kamieniach, przy temperaturze bliskiej zera, szybko wyciąga energię. Stopy po przeprawie trzeba możliwie szybko osuszyć i zmienić skarpety, a samą przeprawę planować tak, by tuż po niej nie zaczynać długiego, eksponowanego podejścia w wietrze.

Biwanie i korzystanie z nowozelandzkich schronień zimą
Backcountry huts – komfort i pułapki
Gęsta sieć backcountry huts to ogromny atut nowozelandzkich gór. Zimą wiele z nich jest pusta, ale jednocześnie bardziej wymagająca w użytkowaniu. W większości przypadków czeka na ciebie:
- prosty piec na drewno lub węgiel, jeśli rejon na to pozwala,
- łóżka z materacami,
- źródło wody w pobliżu (strumień, zbiornik, śnieg do topienia).
Co zabrać, żeby noc w hucie po całym dniu w śniegu faktycznie była regeneracją:
- ciepły śpiwór z zapasem (komfort poniżej najniższych prognozowanych temperatur w dolinie),
- materac lub cienką karimatę – w wielu hutach materace są chłodne i wilgotne, odcinają słabo od zimnego powietrza,
- zapasowy komplet „suchych ubrań do spania”, przechowywany w wodoszczelnym worku,
- niewielką ilość podpałki i zapałki / zapalniczkę w wodoodpornym opakowaniu,
- czołówkę z zapasowymi bateriami – zimą wieczór zaczyna się szybko, a w hutach bywa ciemno.
Zdarza się, że do małej chatki dociera kilka niezależnych grup. Zimą, gdy buty, skarpety i rękawice parują na każdym „wolnym gwoździu”, łatwo o chaos. Dobrze od razu na wejściu ustalić wspólne zasady: gdzie suszymy sprzęt, kto obsługuje piec, gdzie odkładamy sprzęt lawinowy, żeby go rano nie szukać w pośpiechu.
Namiot zimą w Nowej Zelandii
Mimo sieci hut, w bardziej dzikich rejonach lub przy dłuższych przejściach może być konieczne biwakowanie w namiocie. Taki nocleg wymaga już mocniej przemyślanego sprzętu:
- stabilny namiot 3–4-sezonowy z solidnym systemem odciągów,
- śledzie i odciągi przystosowane do śniegu (czasem przydają się dodatkowe taśmy lub worki śnieżne do zakopywania),
- co najmniej dwie warstwy izolacji od podłoża – np. mata + dmuchany materac o wysokim R-value.
Miejsce na namiot trzeba wybierać w sposób uwzględniający nie tylko wygodę, ale i zagrożenia: omijanie koryt lawinowych, obszarów pod nawisami śnieżnymi i miejsc, gdzie woda po odwilży może spłynąć prosto pod podłogę. Zimowy wiatr potrafi w kilka godzin przemieścić zaskakująco dużo śniegu – zasypany przedsionek o poranku nie jest niczym wyjątkowym.
Przed wyjazdem dobrze przećwiczyć rozstawianie namiotu w grubych rękawicach i przy silniejszym wietrze. Wiele osób odkrywa, że „łatwy” system stelaży staje się skomplikowany, gdy ręce są zmarznięte, a śnieg zasypuje części jeszcze podczas montażu.
Żywienie i nawodnienie podczas zimowego trekkingu
Planowanie jedzenia na zimne dni
Zimno zwiększa spalanie kalorii. Do tego dochodzi cięższy plecak, raki, czasem brodzenie w głębokim śniegu. Dzienne zapotrzebowanie energetyczne rośnie wyraźnie w stosunku do letniego trekkingu po tych samych trasach.
Dobre zimowe wyżywienie ma kilka cech wspólnych:
- gęstość kaloryczna – orzechy, masło orzechowe, czekolada, suszone owoce, tłustsze sery,
- łatwość przygotowania – posiłki, które można zrobić jednym palnikiem i jednym garnkiem,
- możliwość jedzenia „w ruchu” – batony, żele, kanapki owinięte w folię, by nie zamarzały na kamień.
Na dłuższe przejścia świetnie sprawdzają się liofilizaty i własne mieszanki makaronu / kaszy z suszonym sosem, jeśli masz dostęp do ciepłej wody i niezawodny palnik. W silnym wietrze lub przy długich odcinkach nad lasem gotowanie bywa uciążliwe – czasem lepiej zjeść krótki, kaloryczny posiłek w osłoniętym miejscu i zostawić „duże gotowanie” na hutę.
Nawodnienie i topienie śniegu
Zimno zabiera poczucie pragnienia, ale zapotrzebowanie na wodę pozostaje wysokie. Dodatkowo, suche powietrze przy mrozie oraz wiatr przyspieszają odwodnienie. Zapomniany zapas wody to częsta przyczyna spadku formy i bólów głowy pod koniec dnia.
Kilka praktycznych zasad:
- pić regularnie małe ilości – co 30–45 minut kilka łyków, zamiast jednorazowo litra wody,
- zabezpieczyć butelki przed zamarzaniem – izolacyjny pokrowiec, trzymanie jednej z nich w środkowej części plecaka, blisko pleców,
- przy dłuższych wyjściach zaplanować czas na topienie śniegu – palnik, zapas gazu i osłona przeciwwiatrowa stają się kluczowe.
Śnieg do topienia najlepiej brać z czystych miejsc, z dala od tras, hut i toalet. Sam śnieg ma niewielką objętość wody, więc początkowo dobrze jest dodać trochę płynu na dno garnka, a dopiero potem stopniowo dorzucać śnieg – unikniesz przypalenia lub przegrzania naczynia.
Psychologia i praca w zespole zimą
Decyzje w grupie i presja „koniecznie na szczyt”
Zimowe warunki w Nowej Zelandii szybko weryfikują ambicje. Częstym scenariuszem jest dobra prognoza, szybkie dojście do kluczowego punktu trasy i nagłe pogorszenie widoczności czy wzrost wiatru. Wtedy pojawia się pokusa: „jeszcze tylko ten ostatni kawałek, już tak blisko”.
Ustalenie jasnych zasad przed wyjściem zmniejsza ryzyko konfliktu i niepotrzebnego ryzyka:
- wyznaczenie godziny odwrotu niezależnej od tego, czy szczyt jest zdobyty, czy nie,
- akceptacja, że każdy ma prawo powiedzieć „dla mnie to za dużo” – bez ironii i nacisku ze strony reszty,
- jasne określenie odpowiedzialności lidera / najbardziej doświadczonej osoby, która w sytuacji sporu podejmuje ostateczną decyzję.
Dobrze sprawdzają się krótkie „odprawy” w kluczowych punktach: na wyjściu z lasu, przy wejściu w teren lawinowy, przed stromym trawersem. Kilka prostych pytań („jak się czujesz?”, „jak z czasem w stosunku do planu?”, „co mówi prognoza na wieczór?”) często ratuje przed zbyt optymistycznym parciem dalej.
Radzenie sobie z długim zmęczeniem i monotonią
Zimowy trekking bywa psychicznie bardziej obciążający niż letni. Długie odcinki w śniegu, powtarzalny krajobraz, wiatr i chłód robią swoje. Po kilku dniach może pojawić się znużenie i spadek czujności – a właśnie wtedy zdarzają się proste błędy: źle założone raki, niezapięty pas piersiowy, pomylony żleb.
Pomaga prosty rytm dnia:
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jaka jest najlepsza pora na zimowy trekking w Nowej Zelandii?
Kalendaryczna zima w Nowej Zelandii trwa od czerwca do sierpnia, ale warunki zimowe w górach często utrzymują się od maja aż do października. Najstabilniejsze okno na zimowy trekking bywa zwykle między lipcem a wrześniem, jednak wszystko zależy od konkretnego regionu i aktualnej pogody.
Przed wyjazdem zawsze sprawdzaj komunikaty DOC (Department of Conservation) oraz lokalne prognozy. W niektórych rejonach (np. Aoraki/Mount Cook, Fiordland) nawet w teoretycznie „lepszym” okresie mogą panować bardzo trudne, typowo alpejskie warunki.
Czy zimowy trekking w Nowej Zelandii jest bezpieczny dla początkujących?
Dla początkujących bezpieczne mogą być jedynie krótsze, niżej położone szlaki typu Easy/Short Walk oraz najłatwiejsze fragmenty Great Walks, które DOC uznaje za odpowiednie zimą. Trasy w stylu Tongariro Alpine Crossing, przełęcze w Southern Alps czy rejony wokół Aoraki/Mount Cook nie są dobrym wyborem na pierwszą zimową wyprawę.
Początkujący powinni zaczynać od jednodniowych wycieczek w okolicach Queenstown, Wanaka czy Arthur’s Pass, trzymając się dobrze opisanych tras bez wyraźnego zagrożenia lawinowego i unikając stromych, ośnieżonych stoków.
Jakie regiony Nowej Zelandii są najlepsze na zimowy trekking?
Najpopularniejsze górskie regiony na zimę to przede wszystkim Southern Alps/Kā Tiritiri o te Moana, Fiordland, Park Narodowy Aoraki/Mount Cook oraz Park Narodowy Tongariro. Każdy z nich ma inną specyfikę: od ekstremalnie wilgotnego Fiordlandu po typowo alpejski charakter Aoraki/Mount Cook.
Dla mniej doświadczonych lepszym wyborem są niższe szlaki w rejonie Queenstown, Wanaka czy niektóre dolinne trasy w Fiordlandzie. Bardziej wymagające, wysokogórskie przejścia w Southern Alps i w okolicach Mount Cooka są przeznaczone głównie dla zaawansowanych turystów i wspinaczy.
Jakie wyposażenie jest konieczne na zimowy trekking w Nowej Zelandii?
W większości zimowych tras potrzebne będą co najmniej: solidne, wodoodporne buty górskie, ciepłe warstwy odzieży (w tym warstwa przeciwdeszczowa i przeciwwiatrowa), czapka, rękawice, kijki trekkingowe, mapa, kompas lub GPS, czołówka, apteczka i zapas jedzenia na sytuacje awaryjne.
Na bardziej wymagających szlakach, zwłaszcza tam, gdzie występują strome pola śnieżne i lód, standardem jest sprzęt techniczny: raki, czekan, kask, a w terenie lawinowym także lawinowe ABC (detektor, sonda, łopata) i umiejętność korzystania z niego. Bez tych elementów nie wolno wchodzić w trudniejsze, alpejskie odcinki.
Czym różni się zimowy trekking w Nowej Zelandii od zimowych wyjść w Alpach?
Choć wysokości bezwzględne są często niższe niż w Alpach, warunki potrafią być bardziej wymagające. Połączenie silnego wiatru, wilgoci i szybkich zmian pogody tworzy środowisko typowo wysokogórskie, z dużym ryzykiem wychłodzenia, oblodzeń i lawin.
Wielu turystów z Europy przecenia swoje doświadczenie, bo w Nowej Zelandii częściej spotkasz słabo oznakowane szlaki, rozległe, nieosłonięte przestrzenie i brak infrastruktury znanej z alpejskich kurortów (gęste schroniska, wyciągi, ratownicy „pod ręką”). To wymaga większej samodzielności i pokory wobec warunków.
Jak sprawdzić warunki i ostrzeżenia przed zimową wędrówką?
Podstawowe źródło to strona oraz lokalne biura DOC (Department of Conservation), gdzie znajdziesz aktualne informacje o zamknięciach szlaków, zniszczonych mostach, oblodzeniach i zagrożeniu lawinowym. W Visitor Centre pracownicy często mają świeże relacje od przewodników i innych wędrowców.
Przed wyjściem sprawdź także specjalistyczne komunikaty lawinowe dla danego regionu (np. Fiordland, Aoraki/Mount Cook, Tongariro, Arthur’s Pass) oraz prognozy pogody. Ignorowanie tych ostrzeżeń jest jedną z głównych przyczyn akcji ratunkowych zimą.
Jak planować czas przejścia szlaku zimą w Nowej Zelandii?
Czas podany w przewodnikach i na tablicach DOC dotyczy zwykle warunków letnich. Zimą dodaj do niego przynajmniej 30–50%, szczególnie na trasach z podejściami i zejściami po śniegu lub lodzie. Zawsze ustal też „godzinę odwrotu” – moment, po którym zawracasz, nawet jeśli nie dotarłeś do celu.
W planowaniu uwzględnij krótszy dzień, wolniejsze tempo marszu w śniegu, przerwy na regulację sprzętu i dogrzanie się oraz potencjalny „plan B” noclegu (np. bliższa hut, wiata, dolinna chata). Takie zapasy czasowe i sprzętowe wyraźnie zwiększają bezpieczeństwo w zimowych warunkach nowozelandzkich gór.
Wnioski w skrócie
- Zimowy trekking w Nowej Zelandii ma charakter bliższy działalności wysokogórskiej niż klasycznej turystyce pieszej – kombinacja wilgoci, silnego wiatru i gwałtownych zmian pogody znacząco zwiększa ryzyko hipotermii, zabłądzenia i urazów.
- Warunki zimowe utrzymują się długo (od maja do nawet października), a różnice między doliną a granią mogą być ekstremalne (np. z +5°C i deszczu w dolinie do zamieci śnieżnej i odczuwalnego –15°C wyżej).
- Poszczególne regiony (Southern Alps, Fiordland, Aoraki/Mount Cook, Tongariro) mają bardzo zróżnicowane zagrożenia zimowe; sprzęt i umiejętności wystarczające w jednym rejonie mogą być zdecydowanie niewystarczające w innym.
- Latem łatwe, popularne szlaki (np. Tongariro Alpine Crossing) zimą zmieniają się w wymagające trasy alpinistyczne, na których niezbędne są raki, czekan, umiejętność poruszania się w stromym śniegu oraz ocena zagrożenia lawinowego.
- Klasyfikacja szlaków DOC (od Easy/Short Walk po Route) jest kluczowa przy planowaniu zimowej trasy; zimą nawet Great Walks mogą wymagać sprzętu lawinowego i zaawansowanych umiejętności nawigacyjnych.
- Osoby początkujące powinny ograniczać się zimą do krótszych, niżej położonych tras (Easy/Short Walk, wybrane fragmenty Great Walks) i unikać terenów lawinowych, dopasowując ambitność planów do realnego doświadczenia.





