Jak zostałam drwalem w Nowej Zelandii
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Tym razem mniej słów, za to więcej obrazów. Nie spodziewałam się pozanć Nowej Zelandii od tej strony… 🙂

Warto czasem wygrzebać się wcześniej ze śpiwora. Wschód słońca nad Lake Wanaka
Wanaka w środku dnia…
Różowy zachód słońca… taki róż mi nie przeszkadza 🙂

Wracając z Bluff, krańca Nowej Zelandii padła propozycja, że mogłabym zostać na parę dni w Wanaka, porobić zdjęcia… porąbać trochę drzewa.

Nie zastanawiałam się długo. Możliwość mieszkania w jednym z piękniejszych miejsc w Nowej Zelandii? Używanie piły łańcuchowej? Obserwowanie prawdziwego życia Kiwi? Tak, tak, tak 🙂

Farma i owce… typowy nowozelandzki landszaft

Wiem, że jeszcze parę dni temu mi się spieszyło, a tutaj nagle zostaję prawie tydzień w jednym miejscu. Ale doszłam chyba do punktu, w którym im coś brzmi dziwaczniej, nierealnie, tym bardziej się na to piszę. Bo ile jeszcze razy w życiu przydaży mi się taka przygoda 🙂

O tak, pobyt w Wanaka był wart każdej spędzionej tam chwili. Przez parę dni oglądałam wschody i różowe zachody słońca nad Lake Wanaka. Zwolniłam trochę tępa. Przecież i tak nie zdążę zobaczyć wszyskiego, dlaczego więc nie delektować się jednym miejscem?
Bushman w trakcie opracowywania taktyki… jakby tu to drzewo ugryść?
szorty, gumowce i piła łańcuchowa…

Dlaczego by nie zostać drwalem na parę dni, by tego wszystkiego doświadczyć?

A do tego wszystkiego będę mogła wpisać sobie w CV „rąbanie drzewa z Nowej Zelandii” 😛