Abel Tasman. Busz i rajskie plaże
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jest taki jeden Great Walk w Nowej Zelandii, który polecam każdemu, niezależnie od tężyzny fizycznej i czasu, jakim dysponuje. Abel Tasman jest w zasadzie dla każdego. I nie trzeba przejść całego. Można wybrać się na jednodniowy trekking do pierwszej chatki (Anchorage Hut) i z powrotem. Nawet przy tak krótkiej opcji można doświadczyć kwintesencji tego miejsca. Cudowne plaże, turkusowe morze, wysepki majaczące na horyzoncie, dookoła tętniący życiem busz, odgłosy ptactwa i próbujące je przekrzyczeć cykady.

Abel Tasman można zobaczyć na wiele sposobów. Najtańsza opcja to przejście szlaku, inaczej zwaną z buta. Można do którejś z chatek popłynąć water taxi lub statkiem i wrócić pieszo (lub wybyczyć się na plaży i wsiąść z powrotem do łódki).

Cena water taxi (w zależności od tego, gdzie i skąd chcemy płynąć) to około 40-90$

Jest także opcja kajakowa i na tę zdecyduję się następnym razem. Idea przebierania wiosłami w turkusowym morzu, podziwiania dzikich zwierząt (pingwiny, delfiny…) jak najbardziej mnie kręci.

Ceny wynajmu kajaków zaczynają się od 60$ NZ. Wypożyczalni kajaków jest mnóstwo. Można wybierać między wycieczką półdniową lub wielodniowymi, solo lub w grupie w doświadczonym przewodnikiem. Na wielodniowych wycieczkach główny bagaż jest dostarczany do miejsca noclegowego, więc nie trzeba się martwić, że cos się zmoczy

Przy okazji Abel Tasman Gareat Walk trafiliśmy na dwa ciekawe kempingi. Pierwszy znajdował się w Kaiteriteri, niedaleko rozpoczęcia szlaku. Kemping nazwali chrześcijańskim, gdzie zabronione było spożywanie alkoholu w miejsu publicznym. Drugi kamping był ciekawszy, bardziej otwarty, dawał więcej wolności… kemping dla nudystów.

Ot i takie nowe odkrycie. Przyznam szczerze, że myślałam, że w Nowej Zelandii kempingi dla „golasów” nie występują. A tu zaskoczenie. W Mapua jeden jest. I jakbym przeniosła się w czasie, pamiętam te ośrodki kolonijne z dzieciństwa. Tak ośrodki kolonijne z dzieciństwa, jak i kemping w Mapua, czasy swojej świetności już mają dawno za sobą (przynajmniej parę dekad). Szczególnie widać to po toaletach i prysznicach. Za to wstępuje dodatkowa łazienkowa opcja. Obok damskiej, męskiej jest i łazienka koedukacyjna. Jest także basen, sauna, dostęp do morza…
Po zameldowaniu się w recepcji miła starsza pani objaśnia zasady… „…po gołu można tutaj, tutaj i tutaj. A tutaj trzeba delikatnie coś na siebie narzucić…”
Kemping raczej świeci pustkami. Wakacje spędzają tam raczej osoby starsze. Jeśli zjawia się tam ktoś młodszy, to trochę z przypadku. Stali bywalcy nie są ostentacyjni, pełna kultura, widzi się więcej ludzi przechadzających się w ręcznikach niż nago.

Zatem jeśli ktoś chce węcej wolności może udać się do Mapua, bo miejsc dla nudystów w Nowej Zelandii nie jest za wiele.