Breast Hill i Timaru River Track
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Nic nie wskazywało na to, że szlak się tak potoczy… 🙂

Ale, ale, zacznijmy od początku.

Dingle Burn, Lake Hawea. Poczatek szlaku
Tak wyglada szlak Breast Hill i Timaru River Track
Zachciało mi się trekkingu, ale takiego na dwa dni, żeby się przespać w chatce i pośmierdzieć trochę bez prysznica, popstrykać trochę fotek, przeżyć jakąś przygodę…

Widok na Lake Hawea i Southern Alps

Poszłam zatem do DOC Office by zasięgnąć rady. Miła pani w końcu coś dla mnie znalazła. Powiedziała mi, że drugiego dnia „szlak jest szeroki jak autostrada… długi, ale łatwy”.

Widok na Hawea, Hawea Flat i Wanaka

Nie pozostało mi nic jak spakować i ruszyć do Lake Hawea, a dokładniej Dingle Burn, gdzie zaczynał się szlak.

Breast Hill Track rusza z kopyta. Na dzień dobry dostajemy zygzak. Szybko nabieramy wysokości, równie szybko pot spływa z czoła. Po zygzaku jeszcze trochę górek do pokonania i po 4-5 godzinach (można to zrobić w 2 godziny) widzimy pierwszą chatkę – Pakituhi Hut. Chatka jest fajna, z paroma udogodnieniami, kosztuke 5$ za noc. Omijamy chatkę, idziemy dalej na Breast Hill. Szybko nabraliśmy wysokości, na mapie jednak kilometrów nie przybyło 🙂 Po chwili jest ni szczyt ni kopa – Breast Hill – ale za to widok niczego sobie 🙂

Już po zygzakach. Ciągle nabieramy wysokości

Na szczyt można się dostać samochodem, dlatego część szlaku do Stodys Hut jest szeroka jak autostrada. Powoli tracimy wysokość. Dookoła typowe dla Central Otago złote trawy. Za nami góry otaczające Lake Hawea, przed nami widok na góry okalające Lindis Pass. Ta część szlaku powinna zająć kolejne 4-5 godzin, w rzeczywistości (przy dobrej kondycji zarówno pogodowej jak i fizycznej) to jakieś 2,5-3 godziny.

Pierwsza chatka już blisko

Zygzak w dół i jesteśmy w Stodys Hut. Mała blaszana chatka z 6 materacami, paleniskiem, wychodkiem w lesie i wodą ze strumyka, który ledwie ciurka. Ale za to chatka jest za free 🙂 A jeśli doda się do tego niezłe towarzystwo to robi się klimat.

Powoli robi się płasko
Tam na końcu jest Breast Hill
Czy już kiedyś pisałam, że człowiek, który podróżuje po Nowej Zelandii sam nigdy nie jest samotny?

Zawsze w odpowiednim momencie narają się ludzie. Mi się przytrafiła dwójka młodych Amerykanów, którzy właśnie zakończyli 7-tygodniową praktykę w NZ. Annie i Hardt przez 7-tygodni podróżowali pod opieką pau profesorów, maoryskiego nauczyciela przemierzali obie wyspy, śpiąc w hostelach, zwiedzając i mając po drodze wykłady… a wszystko to oficjalnie, z zaliczeniami! 🙂

Breast Hill w pełni okazałości 😛

Dziwna to była para. Annie była studentką psychologi, która zaczytywała się w romansach znalezionych w chatkach. Hardt wesoły, dziwny gostek. Szczęśliwi po uszy, przeżywający przygodę życia.

Szeroko jak na autostradzie
Złote trawy Central Otago

Wkrótce potem dołączyła do nas Kylie i jej 67-letnia towarzyszka. Kylie była w trakcie przemierzania Nowej Zelandii pieszo, górami. Realizowała projekt Te Araroa Trail, który obejmuje dystans między Cape Rainga na północy i Bluff na samym dole Nowej Zelandii… 3000km. Jak tylko Kylie przyznała się do Te Araroa pomyśłałm sobie, że to musi być znak! Sama od dłuższego czasu myślę o tym wyzwaniu. Dlatego podpytywałam ile mogłam 🙂

kłująca trawa w czasie kwitnienia i Southern Alps

A potem pojawiła się 67-letnia wesoła kobitka z ogromnym plecakiem. Była przygotowana na absolutnie wszystko. Była z tego pokolenia, które nie ślini się na widok każdej nowinki technicznej w sklepie outdoorowym, nie musi mieć wszystkiego lżejszego, lepszego, nowszego. Kontrast między sprzętem od Kylie i Royce był niesamowity.

Stodys Hut już niedaleko
Blaszanka z bliska
Klimatycznie

Panie ogarnęły się trochę, uzypełniły wodę i poszły dalej, by biwakować na szczycie. Ja, Annie i Hardt zostaliśmy w Stodys Hut, przy trzaskającym ogniu (nie, nie było zimno… tak tylko dla klimatu…), z talią kart, próbując ogarnąć różne szkoły remika 🙂

Też mi się zdarzyła ekipa 😛

Obiecałam Amerykanom, że podwiozę ich na autobus, więc miałam towarzytwo do końca szlaku. Timaru River Track różnił się trochę od tego co pani w DOC mi powiedziała. Nie była to autostrada, a wąska ścieżynka. Szlak często znikał, często prowadził przez kłujące kszaczory…a potem zaczęła się zabawa. Stanęliśmy na brzegu Timaru River. Szlak definitywnie zniknął. Nigdzie dookoła nie było pomarańczowych tyczek, żadnych pomarańczowych trójkątów. Szybko zrozumiałam, że to oznacza tylko jedno PRZEJŚCIE PRZEZ RZEKĘ! Skoro to był ostatni dzień, postanowiłam przejść w butach. Trochę wody dobrze zrobi nowym butom 🙂

Stodys Hut i Droga Mleczna

Myśleliśmy że na tym koniec przepraw… ale palików dalej nie było. Maszerowaliśmy więc korytem rzeki. Rzeka powoli się zwęrzała, woda powoli się podnosiła, palików dalej nie było. 3 godziny przekraczaliśmy rzekę. Zygzakiem, z jednego brzegu na drugi. Około 30-40 razy taplaliśmy się w wodzie.

Las bukowy

Annie i Hartd nie było przygotowani na takie przygody. Ilektoć przeprawialiśmy się ściągali buty górskie, wkładali klapki i gramolili się na drugi brzeg, gdzie znów osuszali stopy, wkładali buty, myśląc, ze to była już ostatnia przeprawa. Gdy oni się mordowali z butami, ja sprawdzałam dalszą część szlaku, krzyczałam, w którym miejscu przechodzić. W pewnym momencie zostawiłam ich samych… czas mijał, ich nie było. W końcu pojawili się… uśmiechnięta Annie i mokry Hardt 🙂 chciał znaleźć inne miejsce do przeprawy i pośliznął się w klapkach. Od tego momentu nie było już mowy o zdejmowaniu butów. Szli jak burza w butach.

Trochę wąsko i spadziście
Po 5 godzinach pokłuci przez krzaczory i sand flies, wymordowani i mokrzy (niektórzy bardziej) dotarliśmy do Timaru River carpark, na koniec szlaku. Do przedeptania mieliśmy jeszcze trochę szutrowej drogi, ale na szczęście lokalny farmer nas podwiózł tam, gdzie zaczęliśmy, do Dingle Burn.

Iiiii zygzakiem przez rzekę

Myśląc o tym szlaku trzeba mieć na uwadzę parę rzeczy:

– doświadczenie w przekraczaniu rzek,

– doświadczenie w nawigowaniu,

Rzeka nabiera charakteru… nasze przejścia także 🙂

– Przed wyruszeniem na ten trekking trzeba sprawdzać pogodę, jeśli poziom rzeki zbytnio się podniesie, to nie ma nawet co myśleć o przeprawie. Trzeba się wycofać. Przeczekać w Stodys Hut, lub wrócić do Hawea przez Breast Hill.

Widoki były niczego sobie
Breast Hill, a w szczególności Timaru River Track trochę odbiegły od moich założeń, ale wyszło lepiej niż się spodziewałam. Przydażyła mi się fajna przygoda 🙂 Znów się czegoś nauczyłam.