Greymouth. Szum fal i ognisko z Maorysami.

1
1678
2/5 - (1 vote)

Po ostatniej nocy (avalanche peak, kea) na pytanie: „to gdzie dziś śpimy?”, wszyscy chóralnie odpowiedzieli: „TYLKO NIE TUTAJ!”. Dość ciężarówek, pociągów towarowych i krzykliwych papug Kea, które niezdarnie próbują się włamać do namiotu.

Z Arthur’s Pass udaliśmy się w stonę Zachodniego Wybrzeża, do Greymouth. Jaka różnica! Po ostatnim kempingu, dzisiejszy jest jak raj. Usytuowany nad oceanem. Słychać… taaaak, tylko szum fal 🙂

Kolejna wspólna kolacja i kolejne pyszne jedzenie. Zaczynam lekko się rozbestwiać, po mojej diecie opartej głównie na muessli, mój organizm jest w szoku, cieszy się jak mała dziewczynka.

A potem zachód słońca nad oceanem, a reczej jego końcówka, bo obiecałam, że gary dziś ja zmywam 🙂

Gdy tylko słońce się skryło za horyzontem, wszyscy ci, którzy przyszli na spektakl, rozeszli się. A ja znów wypatrzyłam ognisko na plaży. Pierwotny instynkt zawiódł mnie do ogniska podtrzymywanego przez maoryską rodzinę.

A po ognisku był błogi sen. Jedna fala, druga fala, trzecia…

1 KOMENTARZ

  1. Artykuł o Greymouth był naprawdę ciekawy i interesujący. Opis szumu fal i atmosfery ogniska z Maorysami sprawił, że poczułam się jakbym tam była na własnej skórze. Podobało mi się również przedstawienie kultury Maorysów i ich tradycji. Jednakże brakowało mi trochę głębszego spojrzenia na relacje między miejscową społecznością a Maorysami oraz ewentualnych wyzwań, z którymi muszą się zmagać. Byłoby to cenne uzupełnienie artykułu. Mimo tego, polecam przeczytanie, warto poznać tę fascynującą okolicę i jej mieszkańców.

Komentować mogą tylko zalogowani czytelnicy naszego bloga. Jest to zabezpieczenie przed spamem.