Dannevirke, czyli jak nawoziłam pastwiska w Nowej Zelandii.

FacebookpinterestinstagramDannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog, mountains

Poprzednią noc spędziłam z Tracy, Mickiem i ich małą córką Rebecką. Strasznie podobało mi się co Mick mówił o sensie podróży. Moja podróż dopiero była na początku. Jeszcze tyle przede mną…

Pewne jest tylko jedno: za dwa dni muszę znaleźć się w Wellington. Wellington, czyli stolica Nowej Zelandii, ale także miejsce, z którego odpływają promy na drugą – Południową – wyspę. Mick uświadomił mnie, że dobrze by było zabukować sobie bilet wcześniej i zapłacić mniej.

Najtańszy bilet z przedpłatą był na prom poranny 57$. Oszczędność około 30$.

Z Napier do głownej drogi, wiodącej na południe, podwiozła mnie Tracy, a potem trafiła się starsza kobieta z 3 psami w samochodzie. Muzyka nie grała, ale ryczała z głośników. Psy szczekały i skakały po samochodzie jak szalone. A starsza kobieta ciągle krzyczała na psy: „oooh, shut up you fools!!!”. Nie pogadałyśmy. Znów z samochodu wysiadłam z sierścią między zębami :)

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

I tak trafiłam na Johna z Dannevirke. Przemiły, wielki facet, pracujący w firmie od nawozów naturalnych. Po herbacie i kanapkach wpadł na pomysł, że pokaże mi jak to robią w Nowej Zelandii…

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

Zabrał mnie na najbliższą farmę, gdzie przy rozsiewaniu / rozdmuchiwaniu pracował już jeden z pracowników. Chłopaki wsadzili mnie do wielkiej ciężarówki i dalej robili swoje. Czyli jeździli po pastwiskach, o nachyleniu 45 stopni. Przeszło godzinę jeździliśmy po górach rozdmuchując sproszkowaną skałę. Ilekroć myślałam, że jakaś góra jest za stroma, dostawałam odpowiedź: „cierpliwości, na nią wjedziemy za chwilę”. Było jak na kolejce górskiej, czasem ciężarówka niebezpiecznie przechylała się na jeden lub drugi bok, a za nami unosiły się chmury pyłu.

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog, quad

Potem zjawił się właściciel Mark, który poobwoził mnie po farmie quadem. Zostałam przedstawiona pieszczochowi – owcy 🙂 No co? Dla mnie owce to wciąż atrakcja turystyczna 🙂

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog, sheep

Po prezentacji wróciliśmy z Johnem do firmy. Nie spodziewałam się, że nawożenie pastwisk może być ekscytujące. W życiu bym się nie spodziewała, że będę nawozić pastwiska w Nowej Zelandii… czemu nie? 🙂

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

Dostałam kolejną propozycję noclegu. Nie mialam obiekcji dopuki nie zobaczyłam domku…

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

…w takich sceneriach kręcą horrory. Mały opuszczony domek. Na końcu drogi, gdzieś na odludziu. Domek prawie się rozpadywał, wszystko było pokryte grubą warstwą kurzu i zagracone…

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

Tak na wszelki wypadek spisałam sobie tablicę rejestracyjną… Jak usiedliśmy do kolacji John wytłumaczył mi, że to jest dom, w którym mieszka w dni robocze. Sam się go trochę brzydzi, ale lepiej tu mieszkać, niż tracić czas i pieniądze na dojazdy. Normalny dom i rodzinę ma w weekendy. Tam go wypiorą, nakarmią i wyprawią na kolejny tydzień. I tak będzie jeszcze parę lat, aż do emerytury.

Żeby myśli skierować na inne tory, nie myśleć o tym co go otacza wypracował pewne rytuały: wczesne pobódki, praca, jedzenie, kąpiel, spanie. A wszystkiemu towarzyszy radio i książka. Jakakolwiek książka, potrafi przeczytać wszystko, jak braknie książki to ratuje się nawet etykietą. By czytać przy jedzeniu skonstruował z paru desek przyrząd do trzymania książek.

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

Długo rozmawialiśmy w nocy. Opowiadał mi o swoim życiu, byciu: pasterzem, rolnikiem, panem od przycinania żywopłotów, ateraz panem od nawozów. Najlepiej jednaj słuchało się o jego studenckich czasach, kiedy jako młody, pełen energii byczek pojedynkował się ile mógł, dla kawału przenosił, z innymi byczkami z drużyny rugby, samochody rywali. I moja ulubiona historyjka, kiedy wymyślili bitwę na jedzenie (preferowanie nadgniłe). Bitwa trwała dwa kwadranse, wszyscy mieli obowiązek ubrać się odświętnie, a w przerwie, na gwizdek sędziego, musieli usiąść na murawie… bo wnoszono angielską herbatkę i kanapki z ogórkiem 🙂

Dannevirke, New Zealand, Polka w NZ blog

Rano John był już zanurzony w swojej rutynie. Od wczesnych godzin porannych grało radio a John już wertował kolejną książkę. Zjedliśmy jajecznicę na boczku z wielu wielu jajek. A po śniadaniu John podwiózł mnie na lepsze miejsce. Ja udawałam się na Południe do Wellington, a John zgodnie z rytuałem musiał być pierwszy w pracy i zacząć od herbaty z mlekiem.

 

Facebookpinterestinstagram